Malcolm Max #1: Porywacze ciał

16/05/2016 § 1 komentarz

Detektyw mroku i pół-wampirzyca w Londynie

Malcolm MaxAnglia. Epoka wiktoriańska. Wielki postęp. Rewolucja przemysłowa. Wiek pary i elektryczności. Conan Doyle i jego Sherlock Holmes. Juliusz Verne i jego kapitan Nemo. Carroll Lewis i jego Alicja. Kuba Rozpruwacz. Teozofia. Okultyzm. Zdarzenia paranormalne. Lewitacja. Ciała astralne. Loże masońskie. Wolnomularstwo. Ze względu na tych kilka wymienionych elementów Londyn oraz jego przedmieścia na przełomie XIX i XX wieku są bardzo atrakcyjne dla autorów komiksów. Tak na szybko, bez większego zastanowienia, przychodzą mi na myśl pozycje: Profesor Bell Sfar i Tanquerelle’a (klik! klik!), Toshiro Nitza i Pawlaka, Prosto z piekła Moore’a i Campbella (klik! klik!), Sherlock Holmes i wampiry Londynu Cordurié’a i Laci (klik! klik!), Gilles McCabe Gizickiego i Okrasy (klik! klik!) czy Josephine Pawlaka. Do tego zestawu możemy dołączyć serię Malcolm Max, za którą odpowiadają Peter Mennigen (scenariusz) i Ingo Rőmling (rysunki, kolory).

malcolm-max

Głównymi bohaterami komiksu są: Malcolm Max – „detektyw mroku”, pogromca demonów i wszelkich stworzeń z ektoplazmy pracujący na zlecenie loży Strażników Światła oraz jego towarzyszka Charisma Myskina – pół-wampirzyca, która nie ma typowych objawów „choroby” (nie ma alergii na słońce, nie łaknie krwi). Wspomnianą parę poznajemy pewnej bezksiężycowej nocy na cmentarzu, gdzie prowadzą śledztwo w sprawie nagminnego znikania ciał nieboszczyków z grobów. I tam, prawie na ich oczach, zostaje zamordowana pewna reporterka. Tytułowy detektyw czuje niejakie wyrzuty sumienia, że nie udało mu się zapobiec zbrodni. Dlatego postanawia poświęcić swój czas i energię na rozwiązanie zagadki.

Czy złodzieje grobów mają coś wspólnego z tym morderstwem? Peter MennigenKto masowo morduje kobiety w Londynie? Gdzie podziewają się skradzione ciała? Komu są potrzebne i do czego? Malcolm Max i jego urocza towarzyszka mają do rozwiązania nie lada zagadkę. Właściwie więcej niż jedną, ale o tym oni (jak i czytelnik) dowiadują się w toku śledztwa. Nadnaturalny charakter niektórych zdarzeń czyni album wysoce atrakcyjnym. Dla przykładu protagonista uczestniczy w seansie voodoo, podczas którego ma okazję spotkać duchy (dusze?) pomordowanych kobiet.

Trochę blado wypada postać Charismy. Mimo swoich potencjalnych zdolności i możliwości rozpisano dla niej rolę głównie atrakcyjnej towarzyszki Malcolma. W Londynie jest nowa, dlatego scenarzysta wsadza w jej usta kwestie stricte feministyczne. Co jest ciekawe, ale mało prawdopodobne w tym konkretnym okresie historyczny w jakim rozgrywa się akcja komiksu. Innym bohaterem, na którego czytelnik zwraca uwagę, jest inspektor Scotland Yardu. Podejrzewa on Malcolma o wszelkie zbrodnie, które mają miejsce w mieście.

Za warstwę wizualną odpowiada Ingo Rőmling, którego prace Porywacze ciałwyraźnie uatrakcyjniają omawianą pozycję. Niemiecki artysta posługuje się geometryczną, wyraźnie kanciastą kreską. Bardzo dba o precyzję przedstawiania zarówno detali budynków, sprzętów i strojów, jak i rysów twarzy występujących postaci. Nawet jeśli miejscami tła zostały ograniczone do barwnej plamy (bez żadnych dodatkowych elementów), to i tak całość przedstawia się efektownie. Patrząc na jego rysunki widać inspirację pracami Mike’a Mignoli. Zwraca uwagę także kolorystyka, która również jest dziełem Rőmlinga. Paleta barw jest wyraźnie ograniczona, głównie różne odcienie ziemistych brązów. Całość jest miała dla oka. Warstwa graficzna i kolorystyczna dobrze oddaje klimat epoki.

Nie mam żadnych uwag odnośnie pracy rysownika (tak, podoba mi się), to jednak warstwa fabularna zawodzi. W scenariusz wpisana jest pewna przewidywalność i schematyczność. Czytelnik nie za długo może się cieszyć tajemnicą prawdziwego mordercy; w toku fabuły odkrywa tożsamość mordercy szybciej niż „detektyw mroku”. Dodatkowym minusem, jak dla mnie sporym, jest nadmierna ilość ramek z tekstem i rozbudowane (miejscami nudnawe) kwestie dialogowe, które niewiele wnoszą do fabuły. Rzecz jest intrygująca i na pewien sposób rozwojowa. Album Porywacze ciał zostaje zakończony zakasującym cliffhangerem, który mimo wszystko dobrze wróży kolejnej odsłonie cyklu. Dlatego chętnie sięgnę po kolejna przygodę Malcolma i Charismy.

Peter Mennigen (sc.), Ingo Rőmling (rys.), „Malcolm Max #1: Porywacze ciał”, tłum. Magdalena Duś, Scream Comics, Łódź 2016.

[scenariusz: 3+, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5-]

Malcolm Charismasklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , , ,

§ One Response to Malcolm Max #1: Porywacze ciał

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Malcolm Max #1: Porywacze ciał at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: