Czary zjary

08/03/2016 § Dodaj komentarz

Rzeczywistości, która nie przeszła żadnej cenzury

zjaryNa samym wstępie chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że album Czary zjary nie jest komiksem dla wszystkich. Mimo opasłej objętości, ponad 350 stron, nie można powiedzieć, że jest to uniwersalna „powieść graficzna” typu Persepolis, Blankets czy Fun Home. Album Simona Hanselmanna jest miejscami odrażający, ohydny, obraźliwy, wulgarny i przekraczający granice dobrego smaku. Dialogi bohaterów naszpikowane są dużą ilością niecenzuralnych i obelżywych wyrazów. Jednak z drugiej strony część scenek wywołuje paroksyzmy śmiechu, ale jest to śmiech przez łzy. Często podczas lektury odczuwa się wstyd i zażenowanie.

Australijski autor uczynił głównymi bohaterami swojej produkcji trzy postaci: czarownicę Megg, kota Mogga i sowę Sowa. Megg i Mogg są parą. HanselmannWszyscy troje żyją w wynajmowanym domu i, jak możemy się dowiedzieć w toku narracji, to głównie Sowa ponosi koszty utrzymania (opłacania rachunków), bo jako jedyny próbuje pracować. Czas spędzają na piciu, paleniu trawki & ćpaniu, bezmyślnym i wielogodzinnym oglądaniu telewizji, paleniu trawki, uprawianiu seksu, chodzeniu na imprezy, paleniu trawki, uczestniczeniu w mniej lub bardziej zorganizowanych eskapadach & rozpierduchach. Taaa, żyją na pełnym „luzie”. Z biegiem lektury orientujemy się, że właściwie żadne z nich nie akceptuje swojego położenia, ale zabrnęli już za daleko, za głęboko, apatia jest zbyt silna, że nawet nie próbują się wydostać z tego piekła.

A nawet jeśli podejmują próbę, to jest ona z góry skazana na porażkę. W jednej z historyjek Sowa znalazł dla wszystkich robotę. S. HanselmannCała ekipa stawia się punktualnie, jest zwarta i gotowa, ale ostatecznie dzień w nowej pracy przeradza się w istny armagedon. To charakterystyczne, bo praca nie leży w sferze zainteresowań (lub potrzeb) Megg i Mogga. Oni żyją z dnia na dzień. Mają problemy z zwykłymi czynnościami higienicznymi (Megg prawie przez całą książkę występuje w tej samej sukni). Najważniejsze: musi być co zajrać i co wypić. Megg ma zaburzenia afektywne dwubiegunowe z silnymi epizodami depresyjnymi, ale ma też standardowe elementy wparcia. Inaczej sprawa przedstawia się z Sową, który jakby utknął w zaklętym kręgu „przyjaciół”. Na dokładkę ma wyraźne problemy z asertywnością, a jego próby usamodzielnienia się są sabotowane przez współlokatorów. To głównie on bywa ofiarą niewybrednych „żartów” towarzyszy.

Oprócz wspomnianej trójki przez komiks przewijają się również: czarodziej Mike, depresjawilkołak Jones i drag quenn Strachu. Najbardziej destrukcyjną dla siebie i dla swego otoczenia postacią jest wilkołak, który zrealizuje każdy durny pomysł, jaki komukolwiek wpadnie do głowy, im głupszy tym lepiej. A wszystko po to, aby „ubawić” towarzystwo. To jego zachowanie najczęściej jest powodem odczuwania niesmaku przez czytelnika. Autor za nic ma poczucie komfortu i bezpieczeństwa czytelnika. Jakby zależało mu tylko na tym, aby przywalić w głowę czymś ciężkim i to mocno. Niech czytelnik nie ma szans na szybką ucieczkę do „normalnej” rzeczywistości.

Hanselmann nie diagnozuje zjawiska „nieudaczników”, nie należy traktować jego komiksu, jak jakiejś pokazowej lekcji. Łatwo po pierwszych kilku planszach zrazić się do całości. Odrzucić, twierdząc, że poruszane sprawy mnie nie dotyczy, że nie mam nic wspólnego z takim przedstawieniem świata i ludzkich problemów. Ale czy rzeczywiście? Postaci same umieszczają się poza nawiasem społeczeństwa, nie chcąc uczestniczyć w radościach i trudach „normalsów”. Kontestując życie zgodne z zasadami ładu społecznego. Na swój sposób ich pobudki są idealistyczne, tylko koniec końców wcale nie są szczęśliwi. MegahexW chwilach rozrachunku, nikłych przebłyskach świadomości wychodzi, że wcale nie pragną dla siebie takiego życia. Tylko czy społeczeństwo oferuje im jakąś inną (lepszą) alternatywę?

W wypadku polskiej edycji należy zwrócić uwagę na świetną robotę tłumacza, Marcelego Szpaka, który tak nagiął i powyginał rodzime słownictwo do slangu postaci, że nie czuć żadnej sztuczności czy silenia się na oryginalność. Całość czyta się płynnie, dialogi są naturalne, nie ma żadnych językowych zgrzytów. Na słowa uznania zasługuje także liternictwo: Paweł Timofiejuk & Daniel Chmielewski.

Komiks Czary zjary daje popalić – dosłownie i w przenośni. Lektura nie należy do miłych doświadczeń. Sięgając po pozycję, proszę pamiętać, że bohaterami nie jest banda dzieciaków, która jara dla „fanu”. W swojej wymowie rzecz jest głęboko przygnębiająca. Na chwilę obecną nie chciałbym jeszcze raz czytać tego albumu, choć dobrze wiem, że za jakiś czas do niego wrócę.

Simon Hanselmann (scen. & rys.), „Czary zjary”, tłum. Marceli Szpak, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.

[scenariusz: 5+, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

ofeliasklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Czary zjary at Kopiec Kreta.

meta

%d bloggers like this: