Wiedźmin #2: Dzieci lisicy

09/02/2016 § 1 komentarz

Wiedźmin spotyka Lisicę

WiedzminPolska premiera albumu Wiedźmin: Dzieci lisicy zbiegła się w czasie z amerykańską prezentacją zbiorczego wydania drugiej serii zeszytów The Wicher. Dla przypomnienia za aktualną przygodę Geralta z Rivii z komiksami odpowiada wydawnictwo Dark Horse. W przeciwieństwie poprzedniego komiksu, który nosił tytuł Dom ze szkła (klik! klik!), tym razem scenarzysta podjął próbę adaptacji prozy Andrzeja Sapkowskiego, a konkretnie wybranego wątku z powieści Sezonu Burz.

Od razu uprzedzę ewentualne pytania – adaptacja ma charakter wybiórczy. Paul Tobin przeszczepił do swego scenariusza jedynie niektóre elementy oryginalnej fabuły. Geralt zmierza do Novigradu, towarzyszy mu poczciwy krasnolud Addario Bacha, który przedstawia się jako wędrowny waltornista. Wspólna przygoda rozpoczyna się wieczorem w lesie, panowie upolowali dzika, niestety nie było im dane go spożyć, ponieważ przyplątał się ogromny troll, który „wprosił” się na kolację. Rankiem, aby skrócić sobie drogę i szybciej dotrzeć do miasta, wsiadają na statek „Prorok Lebioda”, który ma płynąć przez deltę Pontaru. Zaokrętowana kompania w większości składa się z nieprzyjaznych typów spod ciemnej gwiazdy, którzy zachowują się tak, jakby mieli coś do ukrycia.

Z biegiem akcji okazuje się, że załoganci uprowadzili „córkę” tytułowej Lisicy, Tobinktóra pragnąć odzyskać „potomkinię” (i przy okazji zemścić się na porywaczach), wyruszyła ich śladem. Ze strony na stronę zbliża się bardziej, zaczyna deptać po piętach. Moce demonicy polegają na tym, że potrafi zbudować iluzję rzeczywistości i jest ona tak silna, że zmysły zawodzą. Bohaterzy postrzegają ułudę jako realny świat, konkretnie: śmiercionośny. Zagubienie udziela się również czytelnikowi. Podczas lektury zdarzają się fragmenty, w których ciężko jednoznacznie stwierdzić czy krajobraz i zdarzenia są dziełem Lisicy, czy może załoga przedarła się przez duszą zasłonę.

W kontekście oryginalnego opowiadania Sapkowskiego brak większych zaskoczeń. QuerioFabuła nie jest zbyt odkrywcza. Chociaż narracja prowadzona jest w dobrym rytmie, zapewniono odpowiednią ilość twistów, które współgrają z bagienną scenerią. Na plus zaliczyć należy rozbudowany bestiariusz potworów, demonów i innych stworzeń. Amerykański scenarzysta nie wyłamuje się z charakterystycznych dla „wiedźmińskiej” sagi konstrukcji: zło i dobro są ambiwalentne, mogą zamieniać się miejscami, nie zawsze człowiek jest tym dobry, a demon tym złym elementem. I Geralt stojący gdzieś po środku, niczym rozjemca.

Dzieci lisicy da się czytać. Jest to nawet przyjemne doznanie, bo poziom grozy gwarantuje dobrą rozrywkę. Trudno jednak docenić warstwę graficzną, która moim zdaniem pozostawia wiele do życzenia. Mam nieodparte wrażenie, że Joe Querio miewa wyraźne problemy z perspektywą, anatomicznymi skrótami, ze skalą postaci, gdy są one rozstawione na różnych planach przestrzennych. The WicherRysując bohaterów korzysta z ruchomego manekina, aby uchwycić odpowiednie proporcje, co samo w sobie nie jest niczym złym. Querio przerysowuje pozy wzornika, przez co gesty postaci są zastygłe i nienaturalne. Dynamika bohaterów ukazana jest jedynie przez linie ruchu.

Dominik Szcześniak w swojej recenzji pisał: „Zapewne nie wszyscy się ze mną zgodzą, lecz sądzę, że komiksowy wiedźmin z Ameryki jest lepszy od poprzednich prób autorstwa polskich artystów”. No i się z nim nie zgadzam. Amerykańską produkcję da się czytać, ale jest bardzo kiepska pod względem graficznym. Osobiście najbardziej cenię Rację stanu wg Gałka i Klimka (klik! klik!).

Paul Tobin (scen.), Joe Querio (rys.), „Wiedźmin #2: Dzieci lisicy”, tekst polski: Karolina Stachyra, Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 924, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.

[scenariusz: 3, rysunki: 1+, kolory/cienie: 4-]

Fox Childrensklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

§ One Response to Wiedźmin #2: Dzieci lisicy

  • Już miałam pisać, że tego szukałam na prezent dla wielbiciela Wiedźmina, ale gdy dokończyłam czytać recenzję, już taka pewna nie jestem. I tak porównałam rysunki tego zeszytu z polskim przykładem podanym przez Ciebie – i jakby nie patrzeć, nasz polski Wiedźmin prezentuje się zdecydowanie lepiej :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Wiedźmin #2: Dzieci lisicy at Kopiec Kreta.

meta

%d bloggers like this: