Bękarty z południa # 1: Był to facet, co się zowie

30/01/2016 § Dodaj komentarz

Żeberka w krwawym sosie

Here Was A ManJeszcze nim komiks Bękarty z Południa trafił do krajowych księgarń przez facebooka i fora internetowe przetoczyła się wielka fala pozytywnych informacji odnośnie pozycji. Chyba żaden inny komiks wydany w ubiegłym roku w Polsce nie otrzymał a priori tylu pochlebnych komentarzy, takiego wsparcia i kredytu zaufania. Część osób wypowiadała się na podstawie przeczytanego wcześniej oryginału. A druga część na podstawie lektury wcześniejszych dzieł Jasona Aarona, choćby Men of Wrath czy Scalped. Dałem się ponieść fali, założyłem, że jest świetny komiks i że muszę go przeczytać. Teraz, już po lekturze, zastanawiam się, czy faktycznie jest on taki genialny?

Pierwsza odsłona serialu nosi tytuł Był to facet, co się zowie. Jason LatourW tomie opowiedziano historię niejakiego Earla Tubba. Emerytowanego weterana wojennego w słusznym wieku, który po wielu, wielu latach nieobecności przyjeżdża do rodzinnego miasteczka w Alabamie. Przyjechał w konkretnym celu, aby pozamykać wszystkie sprawy związane z jego ojczulkiem. Początkowo planował zostać nie dłużej niż trzy dni, tyle tylko ile potrzeba, aby sprzedać dom Berta Tubba. Ojciec Earla pełnił kiedyś funkcję szeryfa w hrabstwie Craw (fikcyjnym), słynął z zawziętości i specyficznie rozumianej praworządności, a sprawiedliwość wymierzał wielkim kijem bejsbolowym.

Protagonista chciałby jak najszybciej wyjechać ze znienawidzonego miasteczka. Jednak po spożyciu popołudniowej porcji żeberek w sosie BBQ, nieopatrznie staje w obronie dawnego szkolnego kolegi, zadzierając tym samym z ludźmi trenera lokalnej drużyny futbolowej. Euless Boss, wraz ze swoimi umięśnionymi i wytatuowanymi przydupasami, trzęsie całym miasteczkiem. Mieszkańcy zwracają się do niego per Trenerze Boss i wszyscy, bez wyjątku, się go boją. Widać, trafił swój na swego, bo naszego bohatera nie da się tak łatwo zastraszyć…

Scenarzysta, komponując tło swojej opowieść, posługuje się wyświechtanymi kliszami, związanymi z postrzeganiem amerykańskiego Południa. BBQNa warsztacie ma zestaw kilku ogranych stereotypów. Na plus należy autorowi zapisać, że ich nie wzmacnia, a podejmuje próbę konstruktywnego demontażu. Stara się je w jakiś sposób przełamać. Dla przykładu: Południe słynie z wyraźnych problemów z rasizmem, a córka Earla jest afroamerykanką. Główne postaci dramatu są niezwykle wyraziste, granica między pozytywnymi a czarnymi charakterami jest płynna. Bardziej związana jest z oceną pobudek, a nie samych działań, bo te są naganne. W pamięć zapadają także kreacje postaci dalszego planu, m.in. chłopiec imieniem Tad czy aktualnego szeryfa. Większość wydarzeń podlanych została dużą ilością krwi. Cała ta brutalność, mordobicie i łamanie kości wzbudza mój sprzeciw.

Fabuła jest interesująca i wciąga od pierwszej do ostatniej planszy. Chwilami akcja prze do przodu z siłą lodołamacza, ale także we właściwych momentach wyhamowuje, dając czytelnikowi chwilę na złapanie oddechu. Do tego służą właściwie rozplanowane retrospekcje oraz „refleksyjne” sceny. Użyłem cudzysłowu, ponieważ wspomniane sceny niekoniecznie są lekkie, choćby dumanie bohatera nad grobem ojca czy wizyta w szpitalu. Warstwa graficzna dobrze pasuje do opowieści. Postaci narysowane przez Jasona Latoura nie są piękne, mają szkaradne rysy twarzy, połamane nosy, krzywe zęby. Nawet czirliderki są pokraczne i nieatrakcyjne.

Był to facet, co się zowie to rozbiegówka, zawiera pierwsze cztery zeszyty serii, Jason Aaronktóra wciąż jest w produkcji. Pod koniec lutego w USA ma się ukazać zeszyt oznaczony numerem 14. Wspomniany w pierwszym akapicie kredyt zaufania nie został wyczerpany, zobaczymy co i jak będzie dalej, tymczasem mam do całości ambiwalentny stosunek. Podoba mi się, ale… Ciężko mi zaakceptować, że za epatowaniem przemocą jest coś więcej, niż tylko chęć zaszokowania czytelnika. Rzecz przypadnie do gustu wielbicielom pierwszego sezonu True Detective, filmów Zrodzony w ogniu czy Gran Torino.

Jason Aaron (scen.), Jason Latour (rys.), „Bękarty z południa # 1: Był to facet, co się zowie”, tłum. Robert Lipski, Mucha Comics, Warszawa 2015.

[scenariusz: 5, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5+]piessklep

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Bękarty z południa # 1: Był to facet, co się zowie at Kopiec Kreta.

meta

%d bloggers like this: