Komiksy dla dzieci mają się dobrze

21/01/2016 § Dodaj komentarz

Jest, co czytać. O komiksach dla dzieci wydanych przez Egmont słów kilka

2015 rok był drugim rokiem z rzędu, w którym Wydawnictwo Egmont kontynuowało nową tradycję publikowania komiksów, które zostały nagrodzone w Ogólnopolskim Konkursie im. Janusza Christy na Komiks dla Dzieci. Lista laureatów została ogłoszona w lutym minionego roku w Sopocie. Wybór miasta nie jest przypadkowy, wszak fundatorem nagród pieniężnych jest Biblioteka Sopocka. Jurorzy byli zadowoleni z poziomu nadesłanych prac, chociaż pierwszej nagrody nie przyznano. Przypomnę, że w 2013 roku główną nagrodę otrzymała Izabela Dudzik za pracę pod tytułem Dorosłość, jednak ostatecznie komiks się nie ukazał i nie ukaże.

Tomasz Kaczkowski

W 2014 roku przyznano dwie równorzędne drugie nagrody: dla Bartosza Sztybora i Tomasza Kaczkowskiego za Niezła draka, Drapak! oraz dla Bereniki Kołomyckiej za Malutki Lisek i Wielki Dzik. Trzecie miejsce przypadło Piotrowi Hołodzie za komiks Wojtek i Rudy. A specjalne wyróżnienie za pozycję „w duchu Janusza Christy” otrzymali Krzysztof Trystuła i Maciej Jasiński za pracę Wyprawa do magicznej krainy. Nie wszystkie wymienione komiksy się ukazały, dwie ostatnie pozycje Egmont planuje wydać w roku bieżącym. Cykl związany z albumami, które produkowane są w ramach konkursu im. Janusza Christy ma się dobrze, łącznie dostaliśmy cztery propozycje, ponieważ dwa albumy to kontynuacje. Poniżej omawiam i oceniam wszystkie, przy okazji podaję grupę wiekową potencjalnych odbiorców.

Malutki_Lisek_i_Wielki_DzikMalutki Lisek i Wielki Dzik #1: Tam autorstwa Bereniki Kołomyckiej, to rzecz skierowana do najmłodszych czytelników. Ze względu na stylistykę i niewielką ilość słów album zainteresuje dzieci już od 3 roku życia. Autorka obsadziła w głównej roli Malutkiego Liska, który żyje sam na skraju lasu pod jabłonką. Jest mu dobrze, jest szczęśliwy. Jednak pewnego letniego dnia, gdy na polanie pojawia się Wielki Dzik. A to wszystko się zmienia. Cały świat malucha staje na głowie, bo od teraz nie jest sam i będzie musiał jakoś nauczyć się żyć we dwoje. Opowieść wymyślona przez Kołomycką jest baśniowa i zarazem uniwersalna. Piękna w swej prostocie, ale także przejmująca, bo dotyczy spraw podstawowych: przyjaźni, samotności, działania razem i podjęcia wspólnej podróży przez życie.

Bardzo podoba mi się konstrukcja komiksu. Całość została podzielona na cztery rozdziały, które odpowiadają następującym po sobie porom roku (od lata po wiosnę). Prosty zabieg, który trafnie został przełożony na emocje bohaterów: własne i względem siebie. Czytelnik może skupić się na tym, jak rozwija się więź między Liskiem a Dzikiem. Autorka postawiła na antropomorfizm i minimalizm, ale dzięki temu pozytywne przesłanie może mocniej wybrzmieć. Zaproponowane zakończenie jest otwarte, dlatego liczę, że w bieżącym roku ukaże się kolejny tom z przygodami bohaterów.

Berenika Kołomycka (scen. & rys.), „Malutki Lisek i Wielki Dzik #1: Tam, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
[scenariusz: 5, rysunki: 5+, kolory/cienie: 4+] Przykładowe plansze do zobaczenia tu: klik! klik! Album można kupić tu: klik! klik!

kubatu2Za Kubatu #2: Coś à la balon odpowiedzialni są: Jakub Syty (scenariusz) i Przemysław Surma (rysunki). Komiks jest kontynuacją przygód chłopca imieniem Kaj i jego pluszowej zabawki ‒ Kubatu (o pierwszym albumie pisałem tu: klik! klik!). Chłopiec jest już na tyle duży, że rozstał się z pluszakiem, który wrócił do magicznej krainy zarządzanej przez czarnoksiężnika-inżyniera. Jednak Kaj tęskni za wieloletnim przyjacielem i chciałby się znów z nim zobaczyć. Okazja nadarza się, gdy siostra koleżanki z klasy ‒ Malwinka ‒ zaczyna mieć poważne problemy ze snem. Nie może zasnąć, w nocy często się budzi i miewa koszmary. Za zaburzenia snu odpowiedzialna jest maskotka dziewczynki imieniem Dziobato. Inżynier wysyła Kubatu z misją ratunkową, Kaj ma mu pomóc. Dzięki temu przyjaciele mają okazję spędzić trochę czasu razem.

Scenariusz, jak w wypadku poprzedniego tomu, nie jest skomplikowany, co wcale nie znaczy, że jest banalny. Jakub Syty wyszedł z założenia, że dziecięce maskotki do czegoś służą: mają odpędzać złe sny. Chcąc pomóc dziewczynce i jej zabawce, bohaterowie muszą się trochę natrudzić. Do scenariusza wpleciono także ważny temat kompleksów ‒ to one powodują emocjonalne rozchwianie Dziobato. Misja Kaja i Kubatu nie jest łatwa, ale wszystko się dobrze kończy. Tempo akcji jest żwawe, zwalnia jedynie w momentach, w których małoletni czytelnik ma skupić się na „magicznych sztuczkach”: lekcji ortografii oraz fizyki. Duże kadry, wyrazista kolorystyka, przyjemna aparycja występujących postaci, niewielka ilość tekstu ‒ dzięki tym elementom album jest atrakcyjny dla czytelników, którzy właśnie rozpoczęli przygodę z samodzielnym czytaniem.

Jakub Syty (scen.), Przemysław Surma (rys.), „Kubatu #2: Coś à la balon”, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+] Przykładowe plansze do zobaczenia tu: klik! klik! Album można kupić tu: klik! klik!

drapakScenariusz do komiksu Niezła draka, Drapak! #1: Puść to jeszcze raz napisał Bartosz Sztybor, doświadczony autor, który ma na swoim koncie kilka publikacji dla dorosłych. Natomiast dla rysownika ¬‒ Tomasza Kaczkowskiego ‒ jest to komiksowy debiut. Co dziwi, bo oprawa graficzna wypada nadzwyczaj dobrze. Rzecz opowiada o Kornelu, który na co dzień jest zwykłym antykwariuszem, ale nocą zakłada kostium superbohatera i broni swego Miasta przed złoczyńcami. Schemat narracyjny jest znany i niby ograny przez popkulturę. Jednak autorzy dołożyli wielu starań, aby opowieść była zajmująca i niesztampowa. I taka właśnie jest!

Historia nakreślona przez scenarzystę wciąga i bawi. Pierwsze zadanie Drapaka wiąże się z walką z wielkim robotem, a później tajemniczym czarnym charakterem, który terroryzuje mieszkańców Naszego Miasta za pomocą muzyki. Standardowo: musi ukrywać swoją prawdziwą tożsamość przed przyjaciółmi i dziewczyną, na której mu zależy. Drapak to trochę taki polski Batman w wersji dla najmłodszych. Chociaż ze względu na dużą dawkę humoru i ironicznego dystansu komiks może być atrakcyjny także dla dorosłego czytelnika. Nie będę ukrywał, że ze wszystkich pokonkursowych albumów ten podobał mi się najbardziej. Ponieważ jest udaną próbą zaszczepienia na polski grunt opowieści superhero, która nie sprowadza się do prężenia mięśni, bo główny bohater musi głównie prężyć mózg. A dodatkowo jeszcze bawi.

Bartosz Sztybor (scen.), Tomasz Kaczkowski (rys.), „Niezła draka, Drapak! #1: Puść to jeszcze raz”, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
[scenariusz: 5+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+] Przykładowe plansze do zobaczenia tu: klik! klik! Album można kupić tu: klik! klik!

lilLil i Put #2: Chodu! to kolejny album Macieja Kura (scen.) i Piotra Bednarczyka (rys.), poprzedni ukazał w 2014 roku jako pokłosie pierwszego konkursu (pisałem o nim tu: klik! klik!). Bohaterami są przedstawiciele rasy małoludów, dwaj nierozłączni przyjaciele Lil i Put. Jeden z nich jest gruby, a drugi chudy – taki wybór przedstawienia postaci przywodzi na myśl Kajka i Kokosza czy Asteriksa i Obeliksa. Rzecz należy do gatunku przygodowego fantasy, czyli na kartach komiksu spotkamy m.in. trolle, minotaury, nimfy i elfy. Całość składa się z siedmiu niezbyt długich opowiadań, w których mamy okazję śledzić niesamowite przygody bohaterów.

Trzeba przyznać, że dwaj kamraci pakują się w jakąś kabałę przez własną nieuwagę, niefrasobliwość czy głupotę, rozpoczynając tym samym ciąg zabawnych wydarzeń, z których najczęściej wyplątują się biorąc nogi za pas. Fabuły są różnorodne, niektóre mniej ciekawe, a inne bardziej, żadna nie jest nudna, jako całość komiks jest spójny. Scenarzysta zadbał o to, aby rozbudować magiczną krainę o nowe tereny i nowe postaci: Kieszonkę (siostrę Lila) czy Morbinkę (kuzynkę Miksji). W pierwszym tomie więcej było humoru sytuacyjnego, gagów. W drugim Maciej Kur położył większy nacisk na komizm słowny. Na plus należy także zaliczyć warstwę graficzną. Kreska Piotra Bednarczyka jest wyrazista, kontur postaci dość gruby i ostry, a przedstawienie postaci dobrze oddaje ich charakter. Lil i Put to komiks przeznaczony dla czytelników, którzy nie mają problemów z samodzielnym czytaniem. Zrozumienie meandrów intrygi wymaga przeczytania całkiem sporej ilości tekstu pomieszczonego w dymkach.

Maciej Kur (scen.), Piotr Bednarczyk (rys.), „Lil i Put #2: Chodu!!!”, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
[scenariusz: 4+, rysunki: 4, kolory/cienie: 4] Przykładowe plansze do zobaczenia tu: klik! klik! Album można kupić tu: klik! klik!

Widać wyraźnie, że wydawnictwo Egmont aktualnie kładzie większy nacisk na regularne publikowanie komiksów przeznaczonych dla młodszych czytelników. Oprócz albumów konkursowych w minionym roku wystartowały następujące serie: Smerfy, Mój kucyk Pony, Sisters oraz pakiet komiksów związanych z uniwersum Star Wars. No i Przygody TinTina wciąż idą systematycznie. Konkursowe zeszyty są bardzo różnorodne. Ciężko znaleźć dla nich jakiś wspólny mianownik, stylistyczny czy graficzny. Dzięki temu oferta może trafić do czytelników w każdym wieku. Osobiście brakuje mi tylko albumu przeznaczonego dla młodzieży.

Powyższy tekst dotyczy tylko komiksów dla dzieci wydanych przez Egmont, a to nie wszystkie komiksy dla najmłodszych , jakie się w 2015 ukazały, za kilka dni można się spodziewać większego omówienia z uwzględnieniem pozycji innych wydawców.

Piotr BednarczykTekst napisany dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

 

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Komiksy dla dzieci mają się dobrze at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: