Autostrada Słońca

13/11/2014 § Dodaj komentarz

W pogoni za przyjaźnią

baruBaru to pseudonim artystyczny francuskiego twórcy komiksów, urodzonego w 1947 roku w Thil, którego prawdziwe nazwisko brzmi Hervé Barulea. Debiutował w 1982 roku w magazynie „Pilote”; swój pierwszy komiks wydał dwa lata później – miał wówczas 37 lat. Zgarnął za niego w Angoulême nagrodę Alfreda za najlepszy debiut. Autostrada słońca, która jest pierwszym komiksem tego autora wydanym w Polsce, również zdobyła główne laury w Angoulême (w 1996 roku).

Akcja omawianego komiksu dzieje się we Francji wzdłuż tak zwanej Autostrady Słońca, chociaż nie padają nazwy konkretnych miejscowości. Czas akcji również nie został bliżej określony i możemy jedynie domniemywać, na podstawie czytanych przez bohaterów gazet, że dzieło rozgrywa się na przełomie lat ’80 i ’90 ubiegłego wieku.

W pierwszym rozdziale, który ma charakter filmowego prologu, spotykamy głównych bohaterów opowieści. Scenarzysta sprawnie rozstawił postacie – niczym pionki na szachownicy, tymczasem nic ich ze sobą nie łączy. Poznajemy Karima Kemala, który ma 22 lata i mieszka z ojcem w podmiejskiej robotniczej dzielnicy, jeździ starym modelem włoskiej Vespy oraz uwielbia wszystko, co wiąże się z latami ’50 XX wieku. Pewnego dnia zabiera na przejażdżkę do miasta Alexandre’a Barbiéri, siedemnastoletniego długowłosego okularnika, który uwielbia Karima i chciałby być taki jak on. W mieście, jakby mimochodem, przedstawieni zostają czytelnikowi kolejni dwaj panowie: Raoul Faurissier oraz René Loiseau. Chwilowo są to postacie epizodyczne, które jednak z rozdziału na rozdział zyskują na znaczeniu. Ostatnia plansza prologu zawiera zdanie: „No dobra!… Wszystkie ważne elementy układanki są na miejscu (…). Niech się zacznie sarabanda!”.vespa

I faktycznie sprawność z jaką Baru żongluje bohaterami, jak nam ich przedstawia ma w sobie coś z tańca: najpierw ukłon, delikatne – za rączkę – wprowadzenie na scenę, kilka słów skąd i dlaczego postacie się pojawiają. Wydawać by się mogło, że niektóre z nich nie będą mieli znaczenia dla fabuły… Jednak nic z tego, ponieważ ich losy się wzajemnie przeplatają!

Scenarzysta umiejętnie raz zbliża, a innym razem oddala Karima i Alexandre’a od siebie. Orbituje między nimi coraz bardziej szalony Faurissier. Przyglądamy się jak między głównymi bohaterami wywiązuje się więź i buduje emocjonalna relacja, która początkowo oparta jest na fascynacji tego drugiego i zobowiązaniu pierwszego. W wyniku pewnych okoliczności (nie będę zdradzał jakich) bohaterowie są zmuszeni salwować się ucieczką przed dybiącym na ich życie „rogaczem”…

karim

Zmieniają samochody, zmieniają miasta. Akcja toczy się w bardzo szybkim tempie. W tym aspekcie mamy do czynienia z rasową opowieścią drogi á la „Buntownik bez powodu”. Ale to również komiks o dorastaniu, inicjacji, lojalności, porachunkach gangsterskich, prawicowych bojówkach czy zamieszkach na tle rasowym. Jednak przede wszystkim jest to historia o przyjaźni. Nawet jeśli Baru dotyka tematów poważnych, to nie ma moralizowania, a występuje raczej kpina – nieudolność i ciapowatość panów należących do prawicowego Francuskiego Ruchu Narodowego.

Wizualnie album to prawdziwy majstersztyk. Kreska francuskiego rysownika jest wyraźna. Szybkim i pewnym pociągnięciem nakreślone zostały kontury postaci, które miejscami – za sprawą perspektywy i spojrzenia „kamery” – ukazane są w karykaturalnym przedstawieniu. Baru posługuje się szerokim wachlarzem ujęć: widzimy bohaterów z boku, z tyłu, od dołu, etc. Takie częste zmiany kadrowania dodatkowo podkreślają i podkręcają rytm opowieści. Kadry są duże i przejrzyste, plansze nie są przeładowane, a akcja zwykle dzieje się na przestrzeni 3 lub 4 paneli na stronie. Jest też sporo rozkładówek z dużą ilością szczegółów. W oczy rzuca się realistycznie i dokładnie narysowana sceneria, w której dzieje się akcja. Warto odnotować, że rysownik nie poszedł na łatwiznę bowiem nie ma pustego tła. Polecam także podczas lektury przyjrzeć się krajobrazowi: pola aż po horyzont, dumne szpalery drzew, kikuty słupów telegraficznych.

autostrada

Album liczy sobie dokładnie 432 strony. Podczas lektury nie nudziłem się w żadnym momencie. Akcja, jak już wspominałem, prowadzona jest wartko. Czytelnik kibicuje i ostatecznie zaprzyjaźnia się z Karimem i Alexandrem.

Baru {właśc. Hervé Barulea} (scen. & rys.), „Autostrada słońca”, przeł. Wojciech Birek, timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2014.

[tekst: 5+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

skleprazem{komiks można kupić tu: klik!}

Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl: wp.ksiazki

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Autostrada Słońca at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: