Liczy się tylko kasa…

31/01/2014 § Dodaj komentarz

komiksy rokuJeszcze tylko dziś do godziny 24.00 można głosować w ramach plebiscytu Komiksy Roku na 10 ulubionych komiksów minionego roku. Zachęcam do głosowania i komentowania swoich wyborów, gdyż są nagrody; dużo nagród, oczywiście same komiksy {więcej informacji tu: klik! klik!}.
A poniżej udostępniam rozmowę jaką przeprowadził ze mną Kuba z racji mojego uczestnictwa w ‘gronie sędziowskim’ tegorocznego plebiscytu; tytuł wymyślił Kuba.

Kuba Oleksak: W zeszłym roku przy okazji podsumowywani minionych 12 miesięcy przez wszystkie przypadki odmienialiśmy słowo kryzys zastanawiając się czy dołek w komiksowej branży jeszcze trwa, czy jest już za nami? Ja u progu 2014 roku zaryzykowałbym twierdzenie, że to, co najgorsze już za nami. Swoje zrobiło Hacette ze swoją kioskową kolekcją, Egmont po latach chudych zapowiada wielką, superbohaterską ofensywę, pojawiło się Wydawnictw Komiksowe z szalenie interesującą ofertą, a komiksy (niektóre przynajmniej) wróciły do Empików…
Maciej Gierszewski: Wcale nie jestem przekonany do tego, aby używać słowa „kryzys”. Nie pamiętam, czy faktycznie wówczas – 12 miesięcy temu – „wszyscy” aż tak utyskiwaliśmy i nadużywaliśmy tego słowa. Może mam słabą pamięć, może mam w niej dziury, może się mylę. Poza tym czytelniczo z pewnością to nie był rok kryzysowy. Może dla wydawców był, ale z pewnością nie dla kupujących i czytających. Ale nie o niegdysiejszym roku mamy rozmawiać.
To, na co wskazujesz czyli komiksy Hachette w kioskach, komiksy w Empikach, ofensywa Wydawnictwa Komiksowego (wspierana przez sklep Gildii, serwisy Gildia i Aleja Komiksu), to właściwie pozytywne przejawy jednej i tej samej sytuacji: poprawia się dystrybucja komiksów. Mam nieodparte wrażenie, że „problemem” rynku w większym stopniu jest zamiatanie pod dywan produkcji oficyn komiksowych przez dystrybutorów i księgarzy, niż realny brak czytelników. Oczywiście niechęć do komiksu wśród czytających Polaków także istnieje. Śledząc recenzje z komiksów na różnych blogach czytelniczych nieraz natknąłem się na opinie tego typu: „nienawidzę, serdecznie nienawidzę komiksów”. Ale także zauważyłem, że tekstów, recenzji czy opinii o „kolorowych zeszytach” jest znacznie więcej, niż jakiś czas temu i jest dużo przychylnych.

Z tym ostatnim zdaniem nie sposób się nie zgodzić, ale jeśli ja miałbym wskazać przyczyny problemów rynku komiksowego, to dystrybucję wymieniłbym w drugim szeregu. Główny powód jest bardzo prozaiczny – ceny. Adekwatne do sytuacji na rynku i „wartości komiksu”, ale wciąż zbyt wysokie dla mało zarabiającego Polaka. gilda
Być może… Chociaż z drugiej strony, zauważ, że najlepiej sprzedają się komiksy drogie, a nawet bardzo drogie. W twardych okładkach, kolorowe, grube, ekskluzywne wydania. To mnie dziwi, ale z biegiem lat coraz mniej. Na swój sposób jest to irytujące, ponieważ nowi czytelnicy nie kupią książki za 150 złotych, chyba że im w telewizja powie: „Oto arcydzieło gatunku!”. Pójdą za rekomendacją, nie dojdzie do samodzielnej próby sprawdzenia.
Najlepszy komiks minionego roku to…
Wciąż się waham, nie potrafię się zdecydować między Kotem Rabina a Hildą i Nocnym Olbrzymem. Jednak gdybyś mi przystawił lufę pistoletu do głowy i kazał wybrać, to wskazałbym na album Luke’a Pearsona. Jestem wielkim fanem tej serii, jeszcze od czasów, gdy nie ukazywała się Polsce. Mam w domu wszystkie 3 albumy po angielsku. No i ze wszystkich wydanych do tej pory (bo Nobrow zapowiada na maj kolejną przygodę Hildy), zawsze najbardziej podobał mi się drugi odcinek. Niezależnie od tego, co by napisać, to edytorską stronę wydania ciężko przecenić. Luke Pearson wykreował świetną postać, prawdziwego łowcę, a właściwie: łowczynię, przygód. Rysunki i kolory są miksem mangi, Tove Jansson i Tadeusza Baranowskiego. Nocny Olbrzym… ujął mnie także ze względu na paralelność narracji. To proste, a mądre zarazem, bo wystarczy, że zmienimy kąt patrzenia, a od razu „oprawca” staje się poszkodowanym.

Komiks, po którym się spodziewałeś się dużo, a po jego lekturze się rozczarowałeś to…
Pierwszy album serii Noe. Wydawać by się mogło, że jeśli za scenariusz komiksu będą odpowiadać Darren Aronofsky (twórca filmowy, autor takich świetnych tytułów jak: Requiem dla snu czy Czarny łabędź) oraz Ari Handel (współtwórca scenariusza do filmu Źródło) , a za stronę graficzną Niko Henrichon (znany ze świetnych Lwów z Bagdadu), to nie ma wyjścia – efekt ich współpracy musi być dobry. Niestety nic z tego, kolaboracja tych panów się nie powiodła. Jestem rozczarowany zarówno warstwą narracyjną: nudy, żadnych zaskoczeń; niewiele dobrego mogę także powiedzieć o warstwie wizualnej: dużo kresek, bez ładu i składu, taki szkicownik z mało atrakcyjnymi kolorami.
Rozczarowała mnie seria Strażnicy – Początek. Choć tu czuję się winny, bo spodziewałem się nie wiadomo jakiej dobrej historii, a jest po prostu średnia i mało wciągająca. Lekturę Gwardzistów rozpoczynałem kilka razy, miałem wielkie problemy, aby doczytać do końca.

Czym kierowałeś się wybierając najlepsze komiksy mijającego roku? Czy możesz coś powiedzieć o swoich kryteriach doboru „dychy”?
Dobrze wiesz, że na te 10 komiksów to właściwie (w moi wypadku) tylko 4 stricte należą do zestawu „najlepsze z najlepszych”. Co oczywiście jest wypadkową sposobu nominowania przez „grono sędziowskie” i tego na, co mogłem głosować, co nie było jeszcze „zajęte”. Żaden z nas nie podał przecież swojej osobistej dychy, gdyż w wielu miejscach nasze wybory by się pokrywały. Dlatego technika nominacji była skomplikowana pierwsza osoba z listy wybierała tylko 2 komiksy, następna 3 i dalej szła kolejka , a potem znów zatoczyła koło i dobieraliśmy jeszcze dwa razy do pełnej dychy, musząc mieć na uwadze, co już zostało wybrane przez kogoś innego.
Delphine BournayZależało mi na pokazaniu różnorodności, a także na przełamaniu pewnych schematów myślowych, które obowiązują w komiksowie oraz poza nim. Stąd pewnie na mojej liście komiks dla dzieci Chrupek i Miętus wydany przez niekomiksowe wydawnictwo Dwie Siostry, które za żadne skarby nie przyznałoby się w zapowiedzi czy opisie książki, że wydało komiks. I to jest według mnie bardzo ciekawe… Dlaczego doceniana i znana oficyna nie używa tego słowa? Czego się boi? Pewnie tego, że książka się nie sprzeda, jeśli na okładce będzie przeklęte słowo „komiks”. Z drugiej strony słowo „picturebook” jest jak najbardziej wskazane… Ale odbiegłem od tematu, przepraszam.

Nie, nie odbiegasz. Wydaje mi się, że unikanie określenia komiks ma w Polsce długą tradycję – od „kolorowych zeszytów” za komuny, do „powieści graficznych” i „picturebooków” obecnie. Stereotypowo komiks kojarzy się z medium infantylnym, pozbawionym walorów artystycznych, zasadniczo dla dzieci – i w tym kontekście unikanie tego „komiksu” (w przypadku publikacji dla dzieci przecież przeznaczonej!) dziwi mnie tak samo.
Myślę, że chodzi przede wszystkim o pewien strach i „infantylne” konotacje, jakie budzi samo słowo komiks. Do tego dochodzi stereotypowe myślenie komiks to nie książka. A z racji tego, że „nie”, to musi być czymś gorszym, mniej wartościowym.

Co prawda w tym roku nie mogliśmy nominować Macieja Sieńczyka i jego Przygód na bezludnej wyspie, ale nie sposób nie wspomnieć w naszej rozmowie o albumie, który był nominowany do literackiej nagrody Nike. Jak oceniasz to wydarzenie?
Kuba, jedna jaskółka wiosny nie robi. Poza tym Wydawnictwo Lampa to zupełnie inna „tuba”, gdyby ten album wydał Timof, Kultura Gniewu czy Centrala, to przeszedłby bez echa. Kinga Dunin by o nim nie napisała.

W tym roku swoją działalność zainaugurowała pierwsza rodzima galeria poświęcona opowieściom obrazkowym, czyli Cheap East zlokalizowana w Poznaniu, świetnej wystawy doczekał się Michał Śledziński z Kadrami w środku. Jak oceniasz obecność komiksu na ścianach galerii?
Nie jest łatwo zaprezentować komiks w galerii, powieszenie plansz (nawet oryginalnych) na ścianach mija się z celem. Ilustracje muszą budować narracje, czyli muszą się łączyć ze sobą; ściany galerii powinny być użyte jak papier, czyli jako nośnik. Widziałem jedynie kilka wystaw, o których mogę powiedzieć, że były udane, że były czymś więcej niż tylko „przykładowymi planszami” promującymi konkretny album. Bardzo podobały mi się dwie wystawy podczas Ligatury, Anji Wicki oraz kolektywu Lamelos, a także śledziowe Kadry w środku oraz wystawa w ArtKomiks #1: Komiks amerykański… i nie tylko w galerii Cheap East. Z pewnością dużo dobrego robi fakt, że taka galeria jest, że co miesiąc jest nowa wystawa, że ekspozycja jest dostępna nie tylko w dniu wernisażu.

Zgadzasz się z tymi, którzy uważają, że komiks powinien próbować przebijać się do Artworldu?
Artyści komiksowi powinni funkcjonować w obiegu galeryjnym, czyli powinni wystawiać swoje prace, a także je sprzedawać. Kuratorzy galeryjni powinni znać, wiedzieć kim jest na przykład Stefaniec, Śledziński czy Kołomycka. Ale stała obecność w obiegu galeryjnym nie powinien być celem samym w sobie, gdyż to jest przejście z jednego getta do kolejnego.

Według mnie sporo zamieszania na rynku spowodowało pojawienie się Wydawnictwa Komiksowego. Po pierwsze – oficyny kierowana przez Wojciecha Szota ma szansę na długie lata zadomowić się w branży. Po drugie – to wydarzenie pokazuje, że z kondycją branży wcale nie jest tak źle, jak się powszechnie sądzi. Po trzecie – Kot Rabina, Wieże Bois-Maury, Fotograf w ofercie, Seth, Tatsumi i Briggs w zapowiedziach…
cheapeast02_oklsmlWydawnictwo Komiksowe wciąż szuka „swoich” książek, czyli tego, co się będzie dobrze sprzedawało. I niestety okazuje się, że najlepiej sprzedają się drogie, elegancko wydane albumy w twardych okładkach i najlepiej jeszcze z obwolutą. Jednak te pozycje kupią wciąż ci sami czytelnicy, co pozycje Kultury czy Centrali. Od kilku lat powtarzam jak mantrę, że aby dotrzeć do „nowych” czytelników, to komisy muszą być tańsze, może mniej ekstrawagancko wydane, ale tańsze. Dlatego kibicuję i popieram darmowy magazyn komiksowy „Cheap East”, który rozprowadzany jest wśród potencjalnych nowych czytelników.
Wracając jeszcze na chwilę do Wydawnictwa Komiksowego, to pamiętaj proszę, że przed nim w formie przedmurza stoi sklep Gildii (czyli 100% zysków ze sprzedaży trafia do kieszeni wydawcy), ale także serwisy Gildia, Aleja czy Polter, które przy prezentacji komiksów odsyłają bezpośrednio do tego samego sklepu. Dodatkowo zniknęło stypendium Gildii na debiutancki album, a za to mamy wysyp polskich komiksów w zapowiedziach na bieżący rok.

…i to jest dla mnie bardzo dobra wiadomość! Komiks Sławy Harasymowicz zapowiada się bardzo interesująco. Ale właśnie – może wybiegnijmy nieco w przyszłość. Czego spodziewasz się po roku 2014?
Miałem okazję przeglądać komiks The Wolf Man. Graphic Freud będąc kiedyś w Londynie. Wówczas nie zdecydowałem się na jego kupno. Czego się spodziewam po tym roku? Że na komiksy wydam jeszcze więcej pieniędzy niż w ubiegłym. W zapowiedziach każdego z naszych rodzimych wydawców znajduję „coś”, co po prostu mieć muszę. To cieszy, ale z drugiej strony także smuci, gdyż chciałbym kupować wszystko, co mnie interesuje, a będę musiał dokonać selekcji.

W 2011 na ekranach kin rozrabiał Jeż Jerzy. Była to pierwsza taka ekranizacja polskiego komiksu. Choć reakcje krytyków i widzów były (oględnie mówiąc) mieszane wygląda na to, że tym filmowym tropem idą kolejny twórcy. Trwają prace nad Łaumą KaeReLa, Wilqiem braci Minkiewiczów, Tymkiem i Mistrzem Leśniaka i Skarżyckiego,Diplodokiem Baranowskiego i Osiedlem Swoboda Śledzia. Moim zdaniem to bardzo zdrowy objaw – fakt, że filmowy szukają pomysłów w produkcjach komiksowych świadczy o tym, że są one na tyle interesujące, że mogą przyciągnąć do kin/przed teleodbiorniki szerszą publiczność.
Nie słyszałem, aby Osiedle Swoboda także było animowane. Co do pozostałych, to nic tylko się cieszyć. Tym bardziej, że zarówno Tymek i Mistrz, jak i Diplodok dostali dofinansowanie z ministerstwa. Co dobrze wróży: ktoś może czytał te komiksy, więc jest szansa, że i inne będą czytane…

Ten rok obfitował w pozycje książkowe poświęcone komiksowi. Ukazała się nowa książka Jerzego Szyłaka, wydano ważne pozycje Sean Howe`a (Niezwykła historia Marvela) i Barta Beaty`ego (Komiks kontra sztuka) , Łukaszowi Kowalczukowi wzięło się na wspominki za Semikiem…
Przygotowałem spis prawie wszystkich publikacji okołokomiksowych, jakie się w tym roku ukazały. Wyszło mi 15 pozycji. Kilka z nich oczywiście ma duże znaczenie i powinno być w każdej domowej i osiedlowej biblioteczce. Publikacje Niezwykła historia Marvela, Komiks kontra sztuka, TM-Semic… czy Komiks w szponach miernoty to pozycje ważne i obowiązkowe nie tylko dla naukowców. Dobrze, że się takie książki ukazują, tylko one wymagają omówienia, przegadania, przetrawienia… A ile odniesień, komentarzy czy recenzji z książki Szyłaka czytałeś? Osobiście poza zestawem tekstów w 16. numerze „Zeszytów Komiksowych” nie spotkałem się z żadną inną próbą rozmowy z tezami zawartymi w tej książce. To pokazuje, że czytać komiksy chcemy, ale dyskutować o nich już nie bardzo.

asterixW październiku ukazał się pierwszy tom Asteriksa nie stworzony przez jego „ojców”, tylko przez twórców „wynajętych” przez Le Lombard, aby kontynuować dzieło mistrzów. Jestem rozdarty, bo z jednej strony cieszę się, że jeden z najsłynniejszych seriali komiksowych będzie kontynuowany, z drugiej strony czuje niesmak, że o losach jednej z ikon francuskiej kultury decydować będzie korporacja nastawiona wyłącznie na zysk.
Kuba, liczy się tylko kasa. Czy nie inaczej jest z Thorgalem lub Strażnikami?

Tylko tyle?
Z góry przepraszam za mój cynizm, ale tak.

Reklamy

Tagged: , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Liczy się tylko kasa… at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: