Batman. Detective Comics #2: Techniki zastraszania

28/01/2014 § 2 komentarze

Dziś w ramach ‘występów gościnnych’ tekst Jakuba Oleksaka (red. nacz. Kolorowych Zeszytów)

batmanDC Comics wiele ryzykowało z zakrojoną na szeroką skalę rewolucją w swoim komiksowym uniwersum. Początkowo New 52, czyli świeży (no, prawie) start wszystkich serii okazał się olbrzymim sukcesem. Najlepszym przykładem tego był premierowy zeszyt Justice League. Seria pisana przez Geoffa Johnsa i Jima Lee od początku była skazana na sukces, ale nikt nie spodziewał się, że będzie on aż tak spektakularny. 200 tysięcy egzemplarzy pierwszego nakładu, cztery dodruki, zainteresowanie mediów – nieśmiało zaczęto wieszczyć koniec kryzysu amerykańskiego przemysłu komiksowego.
Przedwcześnie, jak się okazało. Czytelnicy, którzy zachęceni inicjatywą DC Comics dali szansę nowym seriom, szybko zorientowali się, że zostali zrobieni w konia. Nowa 52 okazała się głęboko przemyślanym i świetnie przeprowadzonym chwytem reklamowym, którego celem było sprzedanie tego samego produktu w innym opakowaniu. Pewnie nie tylko ja poczułem się trochę oszukany z tym „nowym początkiem”. Nie przeczę, że w nowej ofercie DC znajdzie się kilka interesujących pozycji, ale większość z nich to bardziej marnej jakości superbohaterskie czytadła, które dzięki odpowiedniej marketingowej narracji szybowały na listach sprzedaży.
new 52Jednym z takich „bestsellerów” była seria Detective Comics. Liczba zamówionych przez sklepy komiksowe w sieci Diamonda egzemplarzy – jednego z najstarszych i najbardziej zasłużonych dla amerykańskiego przemysłu komiksowego tytułu – od września do listopada 2011 roku przekraczała magiczne 100 tysięcy (nie licząc dodruków; premierowy zeszyt wracał do drukarni aż sześciokrotnie!). Pomimo delikatnego spadku popularności aż do czerwca 2012 seria utrzymywała się w pierwszej dziesiątce tego rankingu. Te liczby powinny robić wrażenie. I najwidoczniej zrobiły na Tomaszu Kołodziejczaku. Szef Klubu Świata Komiksu, który prawdopodobnie pod wpływem komercyjnego sukcesu Nowej 52, postanowił dać szansę superherosom, od których zwykł się trzymać z daleka, bo „w Polsce się nie sprzedają”. Nie mam wątpliwości, że przy doborze komiksów do cyklu Nowe DC Comics (jak przetłumaczono New 52) kierował się bardziej wynikami finansowymi uzyskiwanym przez dany tytuł, a nie ich rzeczywistą jakością. Postawił na dwa, absolutne bestsellery rebootu DC, czyli Justice League Geoffa Johnsa i Jima Lee oraz Batmana Scotta Snydera i Grega Capullo, niewiele ryzykując z Action Comics Granta Morrisona i Ragsa Moralesa oraz rzeczonym Detective Comics Tony`ego Daniela.
Kołodziejczak się nie pomylił – nowa linia komiksów superbohaterskich okazała się wielkim przebojem naszego rynku. Kolejne albumy znikały z półek sklepowych, zarówno tych wirtualnych, jak i „stacjonarnych” z szybkością, która musiała zaskoczyć samego wydawcę. Szczególnie dotyczyło to komiksów z Batmanem, który okazał się ulubionym amerykańskim superherosem Polaków. Nakłady poszczególnych albumów z jego udziałem, zarówno te premierowe (z serii Batman czy Detective Comics), jak wznowienia (Zabójczy żart) wyczerpywały się błyskawicznie i na rynku wtórnym potrafiły osiągać niebotyczne ceny. Egmont trafił na żyłę złota, a fani super-hero zaczęli zacierać ręce na myśl o tłustych latach, które mają nadejść.
Detective ComicsTylko czy na pewno jest się z czego cieszyć? Wydaje mi się, że obecna polityka Egmontu może świadczyć wyłącznie o jego słabości. Wydawnictwo z rynkowego demiurga, który trzymał w ręku rząd komiksowych dusz, który kreował czytelnicze gusta i rynkowe trendy (z różnych skutkiem), zmieniło się w cwanego koniunkturalistę, wrażliwego na najmniejszego fluktuacje w branży. Potrzeba było splotu niezwykle sprzyjających okoliczności, aby komiksy z Gackiem wreszcie zaczęły dobrze się sprzedawać. I fajnie, cieszę się, że sytuacja na rynku się poprawiła. Rozumiem nawet, że Egmont to nie firma charytatywna i musi zarabiać na tym, co robi. Dlatego wydaje te komiksy, które się sprzedają, a kasuje te serie, które zalegają w magazynie. Ale jako czytelnika niewiele mnie to obchodzi. Dla mnie liczy się komiks i chciałbym, żeby był dobry. Tego, niestety, nie da się powiedzieć o drugim tomie Detective Comics
Przez lekturę Technik zastraszania brnie się z trudem. Skrypty Tony`ego Daniela przywołują najgorsze, pulpowe dziedzictwo Mrocznego Rycerza. To naiwne, pseudo-detektywistyczne historyjki, pełne efektownych splaszów, przegadane i całkowicie sztampowe. Batman z Detective Comics vol.2 to nie postać, którą kochają tysiące fanbojów na świecie, to nie inspirująca kolejne pokolenia twórców ikona przemysłu komiksowego, tylko kolejny szablonowy superheros, przeżywający przerysowane, momentami wręcz karykaturalne przygody z gatunku tych, które są większe niż życie. Choćby w pierwszym zeszycie Detective Comics Annual, w którym oglądamy jakieś pojedynki na siłę umysłu dwóch kiepsko napisanych villainów, pełne absurdalnych intryg i podniosłych monologów z zupełnie innej komiksowej epoki. Pełne bezsensownych nawalanek, pozbawione fabuły, wyprane z jakichkolwiek emocji. Im bardziej zagłębiałem się w lekturę i odkrywałem nowe pokłady debilizmów, tym bardziej tęskniłem do tego starego Mrocznego Rycerza, sprzed ery Nowej 52, które pokochałem czytając semikowskie Batmany, które przecież również były amerykańskimi produkcyjniakami, ale robione były z klasą, której Danielowi brakuje.
scare batmanCo gorsza, album sprawia wrażanie worka do którego powrzucano bez ładu i składu różne historię. Jest więce tie-in do crossovera Night of the Owls, wspomniany one-shot z wydania annualowego, historia z numeru zerowego i back-up story z Two Face`m. Ta ostatnia jeszcze szczególnie interesująca, ponieważ autorem rysunków jest Polak, Szymon Kudrański. Jego praca jest jednym z niewielu pozytywnych aspektów tego wydania zbiorczego. Ze swoją brudną, realistyczną i mroczną kreską przynosząca na myśli dokonania Micheala Larka pozytywnie odstaje od oprawy graficznej całości. Autorem większości jest sam Daniel – lepszy w roli rysownika, niż scenarzysty. Niewiele, ale jednak. Jako jeden z wielu epigonów Jima Lee, który podobnie, jak jego idol ma duże problemu z dotrzymywaniem terminów i często musi ratować się tymczasowymi zastępcami. W Technikach zastraszania w tej roli występują między innymi Ed Benes, Pere Perez czy Julio Ferreira. Efekt jest opłakany – wizualnie komiks jest niespójny, niemile zgrzytając przy lekturze.
Pisany przez Tony`ego Daniela Detective Comics może stanowić kwintesencję tego, co najgorsze w superbohaterskim mainstreamie. Nudne, sztampowe, kiczowate. Podobno po tym, jak serię przejmuje John Layman, czyli od trzynastego zeszytu poziom rośnie. Musi, bo już niżej chyba nie może spaść.

Tony S. Daniel {właśc. Daniel Antonio Salvador} & Gregg Hurwitz & James Tynion IV (scen.), Tony S. Daniel {właśc. Daniel Antonio Salvador} & Sandu Florea & Szymon Kudrański & inni (rys.), „Batman Detective Comics #2: Techniki zastraszania”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 800, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2013.

[autor: Jakub Oleksak]

{moją recenzję z Batman. Detective Comics #1: Oblicza śmierci można przeczytać tu: klik!}

picturebook{komiks można kupić :tu:}

Reklamy

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

§ 2 Responses to Batman. Detective Comics #2: Techniki zastraszania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Batman. Detective Comics #2: Techniki zastraszania at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: