Pjongjang

13/04/2013 § 1 komentarz

pjongjangPrzypadek Pjongjangu ma swoją specyfikę, która polega właśnie na tym, że do tej pory nie ma prostej, ogólnie przyjętej odpowiedzi tłumaczącej, jak to możliwe że reżim koreański się wciąż trzyma, a raczej, jak to możliwe, że zaserwowane społeczeństwu pranie mózgu jest (z pozoru?) tak efektywne. Człowiekowi z zachodu taka sytuacja się w głowie nie mieści, a pełne zrozumienie sytuacji Koreańczyka, który o istnieniu innego świata nie wie, jest niemożliwe. No chyba, że ktoś ma na tyle elastyczną wyobraźnię, że będzie potrafił wyzbyć się perspektywy człowieka znającego realia poza Koreą. A to jest bardzo mało prawdopodobne, choćby dlatego, że taka próba jest ograniczona również brakiem wiedzy o prawdziwej sytuacji w samej Korei Północnej, która mimo kupy książek i relacji z podróży śmiałków, którzy się tam zapuścili, pozostaje nieznana.
dumaŚwiadomość tych ograniczeń prezentuje Delisle, który miał okazję pracować w Pjongjangu. Nie była to podróż krajoznawcza, gdyż został tam oddelegowany do pracy w studiu animacji (interesujące: mimo zamknięcia kraju, fenomen wykorzystywania taniej siły roboczej przez zagraniczne firmy, jednak się jakimś cudem przedostał…). Toteż, autor nie jest fanatycznym zapaleńcem, pragnącym poznać kraj. To jednak nie zmienia faktu, że pozostaje pilnym obserwatorem. Ma także świadomość fragmentaryczności swojego doświadczeni: wszak widzi tylko Pjongjang – miasto-reklamę, które z resztą kraju ma niewiele wspólnego, oprócz wszędobylskich transparentów propagandowych (nawet stoki gór w okolicy miasta się nie ostały).
Delisle wie też, że wszystkie odbyte wycieczki, to część propagandy. Sprawdzone trasy, specjalnie przygotowane i oczyszczone z niewygodnych elementów, przemierzane są oczywiście w towarzystwie nie odstępujących gościa na krok przewodnika i tłumacza. Jednak, nieważne jaki obraz chcieli by gościowi zaprezentować Koreańczycy, żadne przygotowania nie uchronią ich, przed spostrzegawczością Delisla. Z wizerunku Pjongjangu, który zapewne w założeniu władz, ma być zbliżony do ideału, pojawiają się rysy. Choćby poprzez ciągły kontakt z przewodnikiem i nieuniknione rozmowy z nim, autor ma okazję poznać efekty nieustającej indoktrynacji obywateli. Czego dowodzi opinia Sina na temat USA:
usaCzy też spostrzeżenie Delisle’a na temat całkowitego braku niepełnosprawnych na ulicach miasta. Otóż, Sin wierzy (albo świetnie udaje, że wierzy), że Koreańczycy to naród zdrowy i silny, wiec osoby upośledzone się po prostu nie rodzą. To takie oczywiste, prawda?
Poza wspomnieniami z odbytych rozmów, Delisle dzieli się z nami przeróżnymi spostrzeżeniami, zawraca uwagę na szczegóły, pilnym okiem człowieka „z zewnątrz” i zawodowego animatora:
obrazkiCo ciekawe, w większości przypadków, nie udziela ostatecznych odpowiedzi, nie moralizuje. Tak samo, jak nie stara się dyskutować ze swoim przewodnikiem na temat słuszności wpojonych mu przekonań, swoją opinię zachowując dla siebie. Sugeruje tylko, obrazem, treścią, rozmową (bądź jej brakiem), że w pokazowym czystym Pjongjangu coś nie gra i, ile by się jego towarzysze nie starali ukazać Korei jako kraju idealnego, rzeczywistość mówi sama za siebie. Pytanie, czy widzą to także Koreańczycy.
Z tego punktu widzenia, ciekawym zjawiskiem są miejsca (restauracje, kluby) przeznaczone tylko dla cudzoziemców, gdzie obywatele Korei, w celu uniknięcia demoralizacji, wstępu nie mają. Samo założenie takich przybytków powinno dać im do myślenia. I pewnie daje, ale żaden z nich tego nie da po sobie poznać, bo – to chyba jedyna jasna i kategoryczna odpowiedz na liczne pytania stawiane przez Delisle’a – boją się represji. Tak samo jak obywatele, którzy z różnych przyczyn zawodowych mają okazję na jakiś czas wyjechać z kraju. Reżim ma pewność, że tacy ludzie powrócą, mimo że zobaczyli świat zewnętrzny, gdyż do takich misji wybierani są tylko ci, którzy zostawią w kraju rodzinę. A nie trzeba mówić, co z tą rodzina się stanie, jak ojciec sobie zwieje.
Graficznie, jak widać, jest prosto i … szaro. Czy jednak kolorowe obrazki nie zgrzytałby w konfrontacji z treścią? Wystarczy wściekle czerwone okładka (czyżby w myśl maksymy, czarne jest czarne, białe jest białe, czerwone jest wredne?), reszta idealnie pasuje do ponurego tematu. I aż trudno uwierzyć, przy tej wszędobylskiej szarzyźnie, że w Korei też czasem świeci słońce.

Guy Delisle (scenariusz & rysunki), „Pjongjang”, tłum. Katarzyna Szajewska, kultura gniewu, wyd. II poprawione, Warszawa 2013.

[autorka: Weronika Bąk]


{komiks można kupić :tu:}
metro

Reklamy

Tagged: , , , , , , , , , , , ,

§ One Response to Pjongjang

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Pjongjang at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: