Za garść posoki

01/02/2013 § Dodaj komentarz

za garsc posokiNiebezpieczne pustkowia to miejsce dla ociekających testosteronem twardzieli. Niebezpieczne pustkowia to także dobry plener komiksowy, a jeśli mowa o komiksach i o twardzielach jednocześnie, trudno nie przytoczyć postaci Simona Bisley’a.
Autor komiksów, który podbił serca polskich czytelników postacią „tego, który pożera wnętrzności i to mu sprawia przyjemność”, powrócił na polski rynek z nową propozycją. Współpracując z Kevinem Eastmanem (któremu gorąco dziękujemy za Wojownicze Żółwie Ninja), opracował parodystyczną postać – tym razem nie twardziela, a twardzielki – niezbyt rozmownej, tajemniczej, cuchnącej zabójczyni wampirów i zombiaków. Za garść posoki to historia połowicznie opuszczonego miasteczka na Dzikim Zachodzie, gdzie trwa odwieczna walka dwóch, dość niecodziennych klanów: jedni z nich żywią się ludzką krwią, drudzy – to żywe trupy. W ten dramatyczny konflikt zostaje, jak to w westernie, wrzucony nadzwyczajnie silny i nadzwyczajnie odważny „jeździec znikąd”. Oczywiście, skoro mamy do czynienia z parodią, wyjątkowo jeźdźcem nie jest szlachetny mężczyzna, a właśnie ta naga, ponętna niewiasta. Bisley
Pomysł na tego rodzaju historię idealnie wpasowuje się w komiksowy kanon. Zabawa parodią, „przerysowanie” zdarzeń i postaci, sięgają do korzeni historii obrazkowych i do kultowych ich przedstawicieli. Szalona, tarantinowska żonglerka kiczem, gdzie trup ściele się gęsto, nieprawdopodobieństwo goni nieprawdopodobieństwo, historie w kadrach graniczą z tandetą – to podstawowe składniki Za garść posoki. Mogłoby się wydawać, że Simon Bisley, ze względu na swój dorobek, jest idealną osobą do trafnego wykreowania tego typu fabuły. Jego Ostatni Czarnianin opierał się przecież na tych samych metodach twórczych i sprawdził się doskonale. W najnowszej komiksowej parodii westernu coś jednak zgrzyta, coś zawodzi.
Album duetu Bisley & Eastman okazuje się cmentarzem niewykorzystanych pomysłów. Moje odczucia ratuje ołówkowa kreska Bisleya. Choć nieco niedbała, chaotyczna, często niewyraźna, dodaje klimatu mrocznemu, tajemniczemu miasteczku i pasuje do konwencji bazującej na kiczu. Rysownik bije rekordy w ilości sposobów ukazywania nago swojej tajemniczej, ospałej bohaterki i w eksponowaniu jej niewątpliwie przytłaczających wdzięków. Przybierane przez nią wymyślne pozy, nie dają szans ukryć przed czytelnikiem jakiegokolwiek elementu jej anatomii. Zombiaki są odpowiednio ohydne i wystarczająco rozpadające się, łyse wampiry wraz ze swoimi wystającymi kłami, długimi szponami i pustymi oczami są wystarczająco brzydkie i wystarczająco groźne. Jednak mistrzowsko najbrzydsi ze wszystkich, komiksowych postaci, są otyli, szczerbaci i niezbyt mądrzy ludzie – turyści odwiedzający opuszczone miasteczko.
Simon BisleyOgromne kadry, w których Bisley daje popis wyobraźni, łącząc seks z krwią, paskudztwo z grozą i ubierając to wszystko w parodystyczną formę – wizualnie wychodzi na plus. Za garść posoki szwankuje dopiero na poziomie treści, bowiem autorzy najzwyczajniej przynudzają. Nie znajdziemy w tej historii nic, co mogłoby fabularnie przykuć naszą uwagę na dłużej, zaskoczyć lub zafascynować. Próżno szukać szalonych rozwiązań, budowania napięcia, a nawet poczucia humoru. Owszem, do Za garść posoki nie można podchodzić poważnie, obowiązkiem jest przymrużenie oka przed zajrzeniem pod okładkę albumu. Posiadając jednak to odpowiednie nastawienie, momentów, w których przyjdzie nam się uśmiechnąć, jest zdecydowanie niewystarczająco. Czytelnicze oczekiwania przed otwarciem komiksu, opatrzonego słynnym w „świecie dymków” nazwiskiem, są o wiele większe. Nazwisko siłą rzeczy zobowiązuje – w tym wypadku zobowiązaniom nie udało się sprostać.
Poczucie humoru, które może i powinno być w takiej konwencji trochę toporne, albo przynajmniej z tą topornością sąsiadować, tu jest nieociosane aż do bólu. Siermiężne dialogi, pociachana fabuła, która nie płynie przez kadry, a „przeskakuje” z jednego do drugiego, psuje szalone, niekonwencjonalne pomysły twórców. I choć komiks (używając metafory jednego z jej bohaterów) powinien tworzyć gorącą atmosferę, jak pod pachą czarownicy, niestety pozostawia za sobą niesmak, godny pachy czarownicy właśnie.
Chodzą słuchy, że rozpoczęły się prace nad ekranizacją Za garść posoki. Miejmy nadzieję, że jej twórcy postawią nie tylko, jak to ma miejsce w przypadku obrazkowego pierwowzoru, na wizualność. Oczekiwałabym większej ilości specyficznego humoru, bo bryzgająca krew i kolosalny biust wszystkiego nie załatwią.

Kevin Eastman (scenariusz), Simon Bisley (rysunki), „Za garść posoki”, tłum. Michał Sterna, Hella Komiks, Nowy Sącz 2008.


[autorka: Dorota Jędrzejewska]


Simon

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Za garść posoki at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: