Jednorożec #1: Ostatnia świątynia Asklepiosa {wtóry raz}

27/03/2012 § Dodaj komentarz

Wczoraj na stronie Komiksomanii opublikowana została moja recenzja z pierwszego tomu Jednorożca. Można ją przeczytać klikając :tu: Bądź kontynuować czytanie poniżej. Można także kliknąć :tu: by przeczytać pierwszą recenzję opublikowaną na blogu, a napisaną przez Pawła Szczygielskiego

Jednorożec to kolejna, po John Long Silverze, Zabójcach i Orbitalu, frankofońska rozrywkowo-przygodowa propozycja komiksowa od Taurusa. Bardzo przypadła mi do gustu nowa ścieżka, którą w zeszłym roku zaczęło kroczyć wydawnictwo z Piaseczna. Chciałbym, aby na niej wytrwało. Chociaż nie jestem pewien, czy decyzja, aby wydać akurat ten tytuł była trafna.
Ostatnia świątynia Asklepiosa traktuje o medycynie doby Renesansu. Mam wrażenie, że scenarzysta tej serii – Mathieu Gabella – pozazdrościł sławy Donowi Brawnowi i postanowił napisać erudycyjną opowieść, w której przywołuje się XVI-wieczne traktaty z pogranicza medycyny i teologii, a pojęcia typu „homo zodiacus”, „miazmaty” czy „patologia humoralna” są żywo omawiane przez bohaterów, będących w dużej mierze postaciami historycznymi, które przynależą do tajnych stowarzyszeń Kościoła (Watykanu) lub wolnomyślicieli (w komiksie zwanych Asklepiadami, ponieważ swoją wiedzę wywodzą od czasów starożytnego Asklepiosa). Łatwo się w tym wszystkim pogubić. Sam przy pierwszej lekturze miałem problemy, aby złapać wszystkie nitki scenariusza. W tym albumie tekst pełni nadrzędną rolę, Gabella próbuje wprowadzić czytelnika w realia ówczesnych czasów, zarzucając go za dużą ilością informacji.
Autor próbuje uporządkować fabułę poprzez wątek sensacyjno-kryminalny. Ambroży Pare (jedna z postaci historycznych, która występuje na kartach tego tomu) stara się odkryć, kto i dlaczego morduje światłych lekarzy. Okoliczności ich śmierci są niezwykłe. Jego ciekawość nie podoba się przedstawicielom kolegium medycznego, ponieważ on sam jest jedynie cyrulikiem, który „nie ma nawet krótkiej togi” (przed lekturą warto sobie przypomnieć, kim dokładnie był cyrulik, a kim balwierz). Okazuje się, że wszyscy zamordowani otrzymali przed śmiercią zagadkowy gobelin, który może być kluczem do rozwikłania zagadki. Sam Pare również dostał jeden z arrasów, dlatego i jego życie jest w niebezpieczeństwie. Mimo to nie ustaje w wysiłkach, aby poznać prawdę. Czyhają na niego watykańscy gwardziści, z którymi rozprawia się za pomocą ludzkich szczątków. To jedna z najbardziej absurdalnych scen w tym komiksie – jednego dusi jelitem i wbija mu w ucho kawałek kości, drugiego nadziewa na żebra kościotrupa, a trzeciemu rozbija głowę, używając do tego kręgosłupa z czaszką niczym maczugi. Tak na marginesie, Ambroży Pare nie jest młodzikiem, ma siwą brodę i siwe włosy. Podążając dalej tropem intrygi, jest zmuszony opuścić Paryż i udać się do Lyonu, by tam spotkać się z Michałem Nostradanusem, przedstawicielem sekty Asklepiadów, który jest w posiadaniu jednego z feralnych gobelinów. Nostradanus opowiada o przymierzu Asklepiosa z Centaurem – Chironem, a w konsekwencji współczesnych Asklepiadów z „pierwotnymi” Stworzeniami. Stworzenia nie mają nazwy, nie mają imion, nie potrafią mówić, wyglądem przypominają różnej maści potwory: bazyliszki, gryfy czy smoki.
Sceneria akcji zmienia się, niczym w kalejdoskopie, szybko i płynnie. Rysownik – Anthony Jean – stara się nadążyć za scenarzystą, przenosi akcję z miasta do miasta (Paryż, Rzym, Lyon), z kraju do kraju (Niemcy, Watykan, Francja), z leśnych ostępów na wąskie ulice, z amfiteatru do lazaretu, z gór nad zamarznięte jezioro. Różnym miejscom, w których dzieje się akcja, rysownik stara się nadać swoisty charakter, nie odwala wszystkiego na jedno kopyto. Gros kadrów, które rozgrywają się w pomieszczeniach i w mieście ma wyraźnie narysowany dalszy plan, natomiast kadry rozgrywające się na otwartej przestrzeni nie są już tak szczegółowe. Szkoda, że większość kadrów jest ciemna, w tonacji różnego rodzaju brązów, przypominających zdjęcia w sepii. Domyślam się, że jest to celowy zabieg, jednak utrudnia uchwycenie detali. Niestety w albumie są też całe plansze, w których tekst góruje nad rysunkiem, np. na stronie 13, 34 i 35.
Album został bardzo dobrze przygotowany, bo i twarda okładka, i dodatki znajdujące się na końcu książki. Warto zacząć lekturę pierwszego tomu Jednorożca od biogramów występujących w komiksie postaci historycznych oraz od tekstu Odrodzenie, między tradycją a postępem, które umieszczone zostały w sekcji „dodatki”. Ułatwi to orientację i pozwoli czytelnikowi z większą pewnością śledzić zawiłości akcji. Ostatnia świątynia Asklepiosa to pierwszy z czterech tomów. Mam nadzieję, że już w następnym będzie mniej do czytania, a więcej do oglądania.

Mathieu Gabella (scenariusz), Anthony Jean (rysunki), „Jednorożec #1: Ostatnia świątynia Asklepiosa”, tłum. Katarzyna Sajdakowska, Wydawnictwo Taurus Media, Piaseczno 2012.


[scenariusz: 3, rysunki: 3+, kolory/cienie: 2+]


{inne recenzje można przeczytać :tu: i :tu: komiks można kupić :tu:}

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Jednorożec #1: Ostatnia świątynia Asklepiosa {wtóry raz} at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: