Thorgal: Kriss De Valnor #1: Nie zapominam o niczym!

12/12/2011 § 3 komentarze

„Kolesiostwa przecież nigdy dość”, dlatego dziś w ramach występów gościnnych recenzja napisana przez Marcina Zembrzuskiego, mego redakcyjnego kolegę z Kolorowych Zeszytów. Marcinowi dziękuję za tekst i zapraszam do lektury:
Wypadałoby zacząć od pewnego wyjaśnienia. Ze światem Thorgala nie miałem kontaktu już od kilku długich lat i gdyby nie Maciek, zapewne nie miałbym dalej. Miło wspominam okres, kiedy regularnie czytałem kolejne przygody Gwiezdnego Dziecka, aczkolwiek nigdy nie potrafiłem się nimi naprawdę zachwycić. Może też dlatego poniżej recenzowany – dosyć przecież sentymentalny – tom nie działa na mnie tak, jak teoretycznie działać powinien. Nie ma przysłowiowej łezki w oku. Jest tylko „tu i teraz”.
Pomysł wyjściowy jest bardzo prosty: tragicznie zmarła Kriss de Valnor staje przed Trybunałem Walkirii, który pod przewodnictwem bogini imieniem Freyja ma zdecydować czy (anty)bohaterka zasługuje na „pośmiertny żywot” w Walhalli. Ten swego rodzaju Sąd Ostateczny stanowi, oczywiście, doskonały pretekst do opowiedzenia o dzieciństwie Kriss, okresie, który ją ukształtował. Tym samym czytelnik otrzymuje możliwość bliższego zapoznania się z osobowością jednego z najbardziej charakterystycznych wrogów Thorgala.
Punkt wyjścia nie jest więc zbytnio oryginalny, podobnie jak rysy przedstawionej tu opowieści – szybko okazuje się, iż Kriss dzieciństwo miała, delikatnie mówiąc, ciężkie. Nie sposób jej tu nie lubić i nie kibicować jej w ciągłej walce o przetrwanie. Walce, która uczyniła ją tak twardą, a później niebezpieczną. Oryginalność nie jest cechą konieczną, aby dana historia miała odpowiedni poziom, czasem przecież i najbardziej ograne rozwiązania, jeśli są odpowiednio wykorzystane, działają na korzyść dzieła. To jednak okazuje się średnio udanym, nie ze względu na konwencjonalność, a poszczególne elementy, z jakich się składa.
Do pewnego stopnia walorem tego komiksu jest dramaturgia. Reszta jednak już na starcie kuleje. Stopniowo coraz bardziej, aż w końcu skutecznie neutralizuje dramatyzm opowieści. W oczy kłują już same postaci – jednowymiarowe, a przez to przewidywalne. W wypadku ogromnej większości z nich ich charakter jasny jest już od pierwszego przedstawiającego je kadru – wystarczy spojrzeć na ich twarze (choć na szczęście zdarzają się wyjątki; nieliczne, bo nieliczne, ale jednak). Tej uproszczonej konstrukcji bohaterów czasem towarzyszy za duże przerysowanie czyniące z opowieści rzecz w kilku miejscach bardzo naiwną. Ożywczo działają wówczas sceny cechujące się okrutną przemocą. W połączeniu z poprzednimi elementami spychają one Nie zapominam o niczym!, gdzieś niedaleko baśni braci Grimm – bardzo umownych, ale też brutalnych, a tym samym zaskakująco bliskich szarej rzeczywistości.
Niestety niewiele dobrego można powiedzieć o dialogach. A wręcz przeciwnie – to właśnie one, jak dla mnie, są największym mankamentem komiksu. To „oczywiste oczywistości”, nie tylko nie pozwalające na jakiekolwiek niedomówienia – na choćby chwilę, podczas której czytelnik mógłby użyć własnej wyobraźni – ale też wyjaśniające te rzeczy, których wyjaśniać już wcale nie trzeba. W „szczytowych” pod tym kątem fragmentach mamy do czynienia z łopatologią do kwadratu.
Największym plusem jest z kolei strona wizualna komiksu. Rysunki de Vity, pomijając wspomniane wcześniej zbyt dużo zdradzające twarze kolejnych postaci, są bardzo, ale to bardzo estetyczne, przywodzące też na myśl starsze prace Rosińskiego. Szkoda tylko, że sam scenariusz zostawiają tak daleko w tyle. Nie mam wątpliwości, że to mogła być dużo lepsza opowieść – wystarczy zresztą zajrzeć do Bitwy o Asgard, którą również napisał przecież Sente. Tutaj jednak wyraźnie zbłądził.

Yves Sente (scenariusz), Giulio De Vita (rysunki), „Thorgal: Kriss De Valnor #1: Nie zapominam o niczym!”, przeł. Wojciech Birek, tom 1, Klub Świata Komiksu – album 699, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2010. {autor: Marcin Zembrzuski}

Advertisements

Tagged: , , , , , , , ,

§ 3 Responses to Thorgal: Kriss De Valnor #1: Nie zapominam o niczym!

  • Experyment pisze:

    Bardzo się bałem o jakość tej nowej serii, zwłaszcza jeśli chodzi o stronę fabularną. Niestety, po tym co napisał w recenzji Marcin, wydaje mi się, że moje obawy były słuszne. Szkoda postaci, szkoda legendy starego Thorgala…

    Rafał Niemczyk

  • Experyment pisze:

    Ech… Pamiętam swojego pierwszego Thorgala, miałem wtedy niecałe dziesięć lat. To było na „zielonej szkole”, która była „zielona” tylko z nazwy, a tak naprawdę „biała”, bo pojechaliśmy do Krynicy:)

    Tam, w jakiejś małej księgarence, kupiłem sobie „Ponad krainą cieni” i przeczytałem od razu kilka razy:) Później był czas szukania innych części, zdobywania, kompletowania. Aż do 16 tomu uważam całą serię za znakomitą – były tam same albumy dobre i bardzo dobre, a świat Thorgala był dla mnie wyrazisty, nieodkryty i fascynujący, mimo że okrutny. Sprawiały to rysunki Rosińskiego, jak i świetne scenariusze Van Hamme’a.

    Szkoda, że tak to się wszystko potoczyło, cofnęło. To chyba kolejny zły stygmat naszych czasów. Pozdrawiam:)

    Rafał

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Thorgal: Kriss De Valnor #1: Nie zapominam o niczym! at Kopiec Kreta.

meta

%d bloggers like this: