Ruins

06/12/2011 § 2 komentarze

Dziś w ramach „gościnnych występów” tekst Tomasza Bednarza o pewnym One-Shot’cie, do którego scenariusz napisał Warren Ellis. Autorowi dziękuję za udostępnienie tekstu i zapraszam do lektury:
W 1994 roku Marvel Comics wydało Marvels, namalowany przez Alexa Rossa i napisany przez Kurta Busieka, komiks ukazujący superbohaterów z perspektywy ludzi zamieszkujących ich świat. Mimo, a raczej dzięki, bardzo pozytywnemu przesłaniu i gloryfikacji mitu superbohatera Marvels z miejsca stało się olbrzymim sukcesem. Dlatego nie dziwi fakt, że rok później postanowiono wydać kontynuację. Jednak Marvel nie poszedł najprostszą ścieżką, czyli nie wydał sequela, a zamiast tego wykorzystał tylko ten sam koncept – malowany komiks o życiu bohaterów z perspektywy zwykłych ludzi. Rezultat miał być kompletnym przeciwieństwem Marvels – antyutopią do utopijnego świata tego komiksu.
Napisana przez Warrena Ellisa historia opowiada o Philu Sheldonie, dziennikarzu pracującym dla Daily Bugle, tej samej gazety, dla której pracował Peter Parker. Centralna postać fabuły jest więc taka sama, jak w Marvels. Sheldon prowadzi kronikę otaczającego go świata, śledząc losy osób posiadających nadnaturalne umiejętności. W przeciwieństwie do historii napisanej przez Kurta Busieka osoby te jednak nie są fantastyczne i budzące podziw. W Ruins budzą jedynie nasze współczucie i żal.
Ellis doprowadza ideę realizmu w historiach superbohaterskich do absurdu, a jego cyniczne żarty tylko pogłębiają smutek, jaki, dzięki fantastycznym rysunkom, aż emanuje ze stron. Nie ma litości dla nikogo. Niektórzy superbohaterowie dostają tylko jeden mały kadr, który podsumowuje ich los. Jeśli chcą być częścią naszego świata, to muszą się liczyć z jego zasadami. „Każda akcja, prowadzi do reakcji”, jak głosi wstęp komiksu. Jeśli zostaniesz napromieniowany odpadami radioaktywnymi, to pewnie umrzesz.
I umierają.
W komiksie pojawiają się ci najbardziej znani superbohaterowie: X-Men, Avengers, a także Fantastyczna Czwórka, jak i ci mnie znani. Jednak nawet nieznajomość wszystkich postaci jakie, często pobieżnie, ukazuje Ellis, tylko potęguje depresyjność historii. Dla przykładu, sześć stron poświęconych jest rasie Kree i Kapitanowi Marvelowi z niej się wywodzącemu. Ellis bawi się, ukazując tę normalnie dość kolorową postać i umieszcza ją w centrum pierwszej części historii. Pokazuje nam, co stało się z cudami(marvels) poprzez zjadanego przez choroby Kapitana Marvela. Jednak czytelnik, który nie posiada żadnej wiedzy o tej postaci i jej rasie, widzi jedynie złamany, zniszczony i poniżony przez ziemian kosmiczny lud, trzymany w obozie koncentracyjnym.
Jeśli można się do czegoś przyczepić, to do faktu, że w drugiej części historia traci trochę rytm, a także klimat. Sen zaczyna mieszać się z jawą i jesteśmy świadkami wizji lepszego świata, które ma Sheldon. Wszechobecne czarne chmury rozstępują się, a on siedzi spokojnie na zielonej trawie nad jeziorem. Można oczywiście zadać sobie pytanie, czy dziennikarz postradał zmysły? Czy też to zagranie miało na celu wzbudzenie w czytelniku nadziei na pozytywne zakończenie, które w tak kompletnej antyutopii jak Ruins nadejść nie mogło.
Od strony graficznej komiks jest niesamowity i bardzo mroczny. W palecie kolorów królują ciemne barwy i ostateczny efekt jest czymś pomiędzy Sienkiewiczem, Muthem i McKeanem. Innymi słowy, malunki małżeństwa Nielsenów czasami popadają w abstrakcję i są zupełnie różne od realizmu komiksowego jaki reprezentuje Alex Ross. Komiks nie traci jednak przez to na atrakcyjności. Co więcej, te najbardziej przerażające rysunki mogą zapaść w pamięć na długo (jak na przykład los Bruce’a Bannera). Większym problemem jest fakt, że ostatnie 17 stron narysowane zostało przez Chrisa Mellera, który jest całkiem dobrym rysownikiem. Jednakże jego styl rysunków, jak i sposób w jaki nakłada kolor, bardzo odstają od obrazów tworzonych przez Nielsenów. Dlatego też końcówka komiksu cierpi nie tylko z powodu nadmiernego flirtu Ellisa z utopią, ale przede wszystkim od strony artystycznej.
Podsumowując, Ruins to jednak pomniejsze dzieło Warrena Ellisa, nie tak spektakularne jak jego późniejsze i lepsze rzeczy typu Stormwatch, Transmetropolitan czy Planetary. Z drugiej jednak strony Ruins to przyjemna lektura. Przy kolejnych czytaniach rozszyfrowywałem, z pomocą Google, tożsamości superbohaterów umierających na stronicach komiksu. Dla mnie była to dodatkowa frajda, tym bardziej że przy pierwszym czytaniu, jak już wspomniałem, zupełnie to nie przeszkadza.
Ruins nie doczekał się wydania zbiorczego. Zamiast tego Marvel wydał w 2009 jego reedycję jako zeszyt. Plusem takiego stanu rzeczy jest cena: 4.99$. Komiks ma 64 strony i w środku żadnych reklam. Uważam, że warto go łowić na e-bayu i kupić, jeśli nadarzy się okazja.

Warren Ellis (writer), Cliff Nielsen & Terese Nielsen & Christopher Moeller (pencillers), „Ruins (1995)”, one-shot, Marvel Comics, January 2009.


[autor: Tomasz Bednarz]

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , ,

§ 2 Responses to Ruins

  • seba pisze:

    Bardzo ciekawy komiks, zastanawia mnie tylko, czy w dobie tak rozwiniętej komputeryzacji komiksy nadal rysowane są na papierze, czy już na komputerach ? Jakiś czas temu pojawiło się w internecie kilka aplikacji umożliwiających tworzenie komiksów np. Komiks dilmah na facebooku, ale to jest raczej do zabawy :)

    • Cich pisze:

      Nadal rysowane są na papierze. Przynajmniej w US, bo nie wiem jak do tej kwestii podchodzą Japończycy. Amerykanie natomiast bardzo starają się, żeby rysować na papierze, ze względu na rynek oryginalnych plansz komiksowych. To jest dość duży dodatkowy dochód dla rysowników. A wiadomo, że wydruk z komputera to zupełnie nie to samo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Ruins at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: