22 MFKiG: relacja oniryczna

04/10/2011 § 2 Komentarze


Najpierw śnił mi się Maciej Pałka, który wbiegał po pionowej ścianie szklanego, dziesięciopiętrowego biurowca. Nie sprawiało mu to żadnych trudności. Biegł tak lekko, jakby tańczył. Wcale nie był do siebie podobny; znaczy z twarzy tak, ale resztę ciała miał jak Dux – główny bohater komiksu „Kamienia przeznaczenia” Tomka Kleszcza – był umięśnionym karakanem.
Wokół biurowca była bieżnia z tartanu w kolorze różowym, na której odbywały się zawody sprinterskie na dystansie 222 metry. Zawodnicy ustawieni byli w blokach startowych w parach. Utrudnienie polegało na tym, że przez cały bieg musieli się w jakiś sposób dotykać, stykać. Każda para trzymała się za ręce, z wyjątkiem Grzegorza Janusza i Marcina Podolca, ponieważ Grzegorz niósł Marcina „na barana”. Honorowym sędzią oraz starterem był członek Przedstawicielstwa Dyplomatycznego Wspólnoty Francuskiej Walonia-Bruksela i Regionu Walonii. Publiczności było bardzo dużo, ale większość osób odwrócona była do bieżni plecami i kupowała gorące paróweczki z wody. Bieg wygrała para: Robert Sienicki i Łukasz Okólski, a para Dominik Szczęśniak i Rafał Trejnis została zdyskwalifikowana, ponieważ Rafał trzymał Dominika za rąbek bluzy, a nie za ciało.
Z megafonu odezwał się głos, który poinformował, że nagroda (zestaw 15 kilogramów książek ufundowanych przez Organizatora z autografem Briana Azzarello!) jest do odebrania na stoisku Wydawnictwa Ongrys.
 Następnie śniło mi się, że spacerowałem brzegiem jeziora. Szedłem zarośniętą ścieżką w stronę plaży, na której było molo. Molo było długie, ale nie wiem jak długie, ponieważ koniec znikał we mgle. Był wczesny poranek. Bardzo chciało mi się pić. Pomyślałem, że gdy pójdę molem w głąb jeziora, to gdy wejdę we mgłę, ona się skropli na moim języku. Tak zrobiłem. Poszedłem. Niewiele było widać, wokół wisiała biała zawiesina, która rzeczywiście skraplała się na mnie. Po kilkudziesięciu metrach byłem cały mokry, jakbym wyszedł spod prysznica. Przed sobą w regularnych odstępach słyszałem jakieś pluski. Nie miałem pojęcia, skąd się biorą i co znaczą. Podszedłem jeszcze trochę do przodu i zauważyłem Martę Nieznayu zwisającą dwa metry nad taflą wody. Niczym Sentry, bohater komiksu „New Avengers”, unosiła się w powietrzu, jakby potrafiła latać, albo jakby jej ciało było lżejsze od powietrza. Miała lekko zgiętą prawa nogę w kolanie, obie ręce wyprostowane i troszeczkę odchylone od ciała. Patrzyłem na nią, ale ona mnie nie dostrzegała. Złączyła dłonie nad głową – „w pajacyka”, odwróciła ciało o 180 stopni i zanurkowała w ciemną toń. Zniknęła, ale za chwilę wyskoczyła nad wodę, jednak trochę dalej, jakby przepłynęła pod wodą około 10 metrów. Potem znów kilkanaście sekund lewituje w powietrzu, obraca się i nurkuje.
Nagle obok mnie pojawił się Michał Słomka i powiedział: „Chodźmy stąd”. Poszliśmy na autobus, który zawiózł nas do „Wytwórni”. Tam, na środku głównej sali, leżał związany i zakneblowany Simon Bisley. Nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. Nie miał na sobie ubrania, znaczy na nogach miał dżinsy, ale nie miał podkoszulka, więc było widać, że ma blizny na barkach i plecach, niczym Zsasz. Ustawiliśmy się Michałem w długiej kolejce do baru, chcieliśmy się czegoś napić, ale Anka Suska podeszła od mnie i poprosiła, abym poszedł do łazienki i razem z Michałem Traczykiem naprawił kran, z którego cieknie krew. Po drodze spotkałem Michała Misztala, który miał na sobie starannie skrojony i dobrze dopasowany garnitur. Pod szyją piękny, jedwabny krawat w kolorze fiołkowym. Michał do mnie zagadał i poprosił, abym, jak wrócę do Poznania, nie zapomniał iść na koncert chóru „Deus Ex Machina”, który ma śpiewać w najbliższa sobotę w Katedrze. W programie między innymi prawykonanie opery „Diefenbach”.
Potem śniło mi się, że Edyta Mei stała przed budynkiem ŁDK, na rękach trzymała Psiogłowca, który udzielał wywiadu dla telewizji. Właśnie przechodziłem obok, gdy Zosia Machowiak (miła pani o jasnych blond włosach) zadawała pytanie: „A Pan po co tu przyjechał?”. Niestety nie usłyszałem odpowiedzi.


{przyznaję, nie wszystkie opisane powyżej epizody zdarzyły się we śnie, ale część tak, a inne zostały onirycznie przerobione}

Reklamy

Tagged: , , , , , , , , , ,

§ 2 Responses to 22 MFKiG: relacja oniryczna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading 22 MFKiG: relacja oniryczna at Kopiec Kreta.

meta