Jedna kartka z dziennika

08/08/2011 § 4 komentarze

2011-08-08; poniedziałek
Musiałem dziś stawić się w centrali w Warszawie na ulicy P. Powiedzmy, że musiałem tam pojechać w celach służbowych. I dlatego musiałem być na konkretną godzinę, więc wstałem bardzo wcześnie i kilka minut po 06:00 siedziałem już w przedziale. W pociągu nadrabiałem czytelnicze zaległości z zeszłotygodniowego „Przekroju”:
#1 „Mówią, że zmarła alkoholiczka i narkomanka, która sama tego chciała. Nieprawda. Zmarła wielka artystka, która stała się ofiarą własnego sukcesu. A my wszyscy – klikając w kompromitujące ją zdjęcia na Pudelku, wklejając na Facebooku filmiki z koncertu w Belgradzie i rechocząc w komentarzach, ale też domagając się jej koncertów i nagrań tu i teraz, za każdą cenę, bez względu na stan jej zdrowia – przyłożyliśmy do tego rękę. I powinniśmy się tego wstydzić” {w: Jarek Szubrycht, „Zabiliśmy Amy”; na okładce numeru rysunek Magdaleny Danaj przedstawiający Amy Winehouse}.
#2 „(…)Traktowałem Warhola jak komercyjnego artystę, który osiągnął sukces i sławę, bo bardzo tego pragnął, a Amerykanie go pożerali. (…)Ostrożnie kupiłem kilka jego prac, ale już nie Roya Lichtensteina, rozchwytywanego przez zakochanych w komiksach Amerykanów. Nie mogłem zrozumieć, co takiego jest w Warholu?” {w: „Zawód: kolekcjoner”, rozmowa Roberta Mazurka z Wojciechem Fibakiem}.
#3 „Wszystko jest autobiograficzne i wszystko jest portretem, nawet krzesło” {wypowiedź Luciana Freuda przytoczona w: Stach Szbłowski, „Farba jak ciało”}.
#4 „Jednakowoż, choć nieraz w trakcie lektury się uśmiechamy, humor ów to forma oswajania ze śmiercią i ulotnością życia” {w: Sebastian Frąckiewicz, „Burton z Francji” – czyli recenzja komiksu Guillaume’a Bianco „Mglisty Billy. Dar Ciemnowidzenia”}.
#5 „Głos Wielkopolski (nr 162) zamieścił taką notatkę: W warsztacie nr Przedsiębiorstwa Garmażer uległo zniszczeniu 30 kg metki. Przyczyna – za duży płomień i nadmierna ilość trocin. Na przyszłość radzimy robić metkę z mniej łatwopalnych materiałów np. ze śrutu albo ze żwiru” {w: „Retrospekcja: Farsz”}.
Gdy już przeczytałem wszystko, co mnie w tym numerze interesowało, zabrałem się za komiks Jasona Lutesa „Berlin #2: Miasto dymu”. Dzięki temu, że pociąg zatrzymał się na jakieś 30 minut na stacji Pole Żyta, udało mi się przeczytać cały album. I? I co? Po pierwszym czytaniu – kiepsko.
Jestem rozczarowany. Album nie spełnił moich oczekiwań, które, nie powiem, ale po pierwszym albumie były raczej wysokie. A „Miasto dymu” to tylko kontynuacja serii, bez werwy i pomysłowości fabularnej „Miasta kamieni”. Dodatkowo przemiana panny Marthe Müller w lesbijkę, jest moim zdaniem psychologicznie nieuzasadniona. Mam jeszcze kilka uwag. Rozwinę je w recenzji, którą mam zamiar napisać, po drugim czytaniu. W Centrali spędziłem niecałe 2 godziny. Dlatego wymyśliłem, że skoro już jestem w Warszawie, to przejdę się do Muzeum Sztuki Nowoczesnej na wystawę „Black And White. Niepoprawny komiks i animacja”. Ulicę Pańską 3 znalazłem bez żadnych problemów. Wszedłem do środka. Przy biurku siedział pan z ochrony. Nudził się. Podszedłem do niego i zapytałem, którędy na wystawę. A on, nawet nie spojrzawszy na mnie, odpowiedział: „Wystawa czynna jest od wtorku do niedzieli”. „Super”, powiedziałem. On na moje szczęście, tego nie skomentował. Za to A. tak: „Nie wiedzialam ze jakies instytucje dzialaja jeszcze jak sklepy miesne za PRL. W poniedzialki zamkniete, remanent czy jak?”. Poszedłem na dworzec, kupiłem bilet, do pociągu miałem jeszcze ze 20 minut. W podziemnej galerii, między peronami, próbowałem znaleźć kramik/sklepik z komiksami. Jednak zamiast niego stał rząd niebiesko-stalowych skrytek na bagaż. Gdy usiadłem na swoim miejscu w przedziale, to wyciągnąłem z torby komiks Howarda Cruse’a „Stuck Rubber Baby”. Dobrze, że wziąłem ze sobą w podróż dwa albumy. Jeden do bani, ten pierwszy. A drugiego jeszcze w całości nie przeczytałem, ale już wiem, że jest to dobry komiks. Może nawet bardzo dobry. Czytając go, wcale nie miałem wrażenia, że czytam opowieść o „czasach Kennedy’ego”, wbrew pozorom album wcale nie trąci myszką. W opowieści pana Cruse’a jest coś ponadczasowego. Coś od czego jeżą, z przerażenia, się włosy na karku. Mam jedynie połowę przeczytaną. I dlatego wracam do lektury.


Reklamy

Tagged: , , , , , , , , , , , ,

§ 4 Responses to Jedna kartka z dziennika

  • No cóż. Mi się na pewnym poziomie – chyba na tym stricte komiksowym, bo co do niewiarygodności psychologicznej to się zgadzam – drugi tom Berlina zdecydowanie bardziej podobał. Ale to wiesz bo moją recenzje już czytałeś…

    Sięgniesz po „Karuzele Głupców”?

  • JJ pisze:

    Na wystawę się wybieram – w ten weekend zostanę w wawie, więc rośnie prawdopodobieństwo dotarcia na – a „Miasto dymu” mam ze sobą i dziś/jutro będę czytać. Choć Twoja opinia po pierwszym czytaniu mocno gasi zapał.

  • outremer pisze:

    Krzychu, mam ochotę odnieść się do Twojej recenzji, tak zaczepnie, zobaczymy, zobaczymy co mi z tego wyjdzie. nie, tymczasem mam dość pana Lutesa.

    – – –
    Aśka, nie zrażaj się moją opinią. może się zmieni, po drugim czytaniu. zobaczymy. skoro mi się nie udało być na wystawie, więc i napisać, to może Ty napiszesz, co?

  • Już się boję panie redaktorze…

    Jak chcesz to chętnie ci pożyczę Karuzele. A ty mi np Krakena na którego mam od dawna chęć …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Jedna kartka z dziennika at Kopiec Kreta.

meta