Café Budapeszt

16/05/2011 § 6 komentarzy


1. „Café Budapeszt” to komiks, który mnie rozczarował.
2. Nim sięgnąłem po niego, przeczytałem dwie lub trzy recenzje, z których jasno wynikało, że może i nie jest to komiks najwyższych lotów, ale z pewnością wart jest przeczytania. Nim sięgnąłem po niego, wiedziałem, że będę miał do czynienia z przykładem – modnego ostatnimi czasy nie tylko w Polsce – „komiksu historycznego”. Z tych kilku recenzji, które ukazały się do tej pory, poznałem zarys scenariusza.
3. Właśnie scenariusz „Café Budapeszt” mnie rozczarował.
4. Rok 1947. Węgry. Jechezkel Damjanich (zwany Chaskel) dostaje list od wuja, mieszkającego w Jerozolimie, w której prowadzi tytułowy lokal. W liście jest zaproszenie, aby Chaskel wraz z matką przyjechał do Jerozolimy. Oni zaproszenie przyjmują i płyną do Palestyny. Na miejscu mieszkają w Świętym Mieście przez jakiś czas, gdy na karty komiksu wkracza historia. I to „historia” pisana przez duże „H”. Historia, która od teraz wikłać i komplikować będzie losy bohaterów.
5. Alfonso Zapico symbolicznie dzieli swój komiks na dwie części – mam na myśli całostronicowy kadr na stronie 89, który następuje po słowach: „Miłość nie ma nic wspólnego z religią i polityką(…)”. Pierwsze słowa z następnej strony brzmią: „Jerozolima jest podzielonym miastem”. Zapico próbuje przekonać swoich czytelników, że przed przyjęciem przez Zgromadzenie Ogólne ONZ „Rezolucji nr 181” w Palestynie żyło się dobrze, że nie było wrogości między Arabami a Żydami, że wszyscy żyli w zgodzie w jednej wspólnocie, razem z Brytyjczykami, niczym bracia, że przed jesienią 1947 Arabowie i Żydzi byli dla siebie przyjaźni, serdeczni i byli wobec siebie pokojowo nastawieni. I tu autor raczej delikatnie rozmija się z prawdą historyczną.
6. Chociaż nie dlatego rozczarował mnie ten komiks.
7. Rozczarowała mnie schematyczność i przewidywalność scenariusza. Oczywiście Chaskel musiał poznać w Jerozolimie swoją wielką i prawdziwą miłość, oczywiście musiała ona być Arabką i oczywiście miłość musiała zatryumfować ponad podziałami. Irytował mnie także przesadny dydaktyzm i chęć udowodnienia, że to Wielka Polityka (wspomniana wyżej Rezolucja ONZ-tu i opuszczenie Palestyny przez Brytyjczyków) przyczyniła się do wykopania okopów i rozstawienia zasiek z drutu kolczastego między oboma narodami.
8. Na szczęście rysunki Alfonso Zapico ratują ten komiks. Już wskazywano, przywodzą one na myśl rysunki Joanna Sfara. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Faktycznie, jednakże brakuje typowej dla Sfara lekkości i porządku, przebijającego przez „udawany” chaos i niechlujność kreski. Właściwie szkoda, że komiks nie jest kolorowy.

Alfonso Zapico (scenariusz & rysunki), „Café Budapeszt”, Jakub Jankowski i literka „h” (tłumaczenie), timof comics, Warszawa 2011.


[scenariusz: 3-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , ,

§ 6 Responses to Café Budapeszt

  • „Zapico próbuje przekonać swoich czytelników, że przed przyjęciem przez Zgromadzenie Ogólne ONZ „Rezolucji nr 181” w Palestynie żyło się dobrze, że nie było wrogości między Arabami a Żydami(…)”

    Nie odebrałem tego w ten sposób. To jest przecie opowieść przez pryzmat knajpy w dużej wielokulturowej metropolii. tytułowe Cafe to ma być taka utopia.
    Knajpa to dobry pretekst do zetknięcia i zbliżenia różnych kultur i różnych ludzi( marynarza i historyka sztuki np). Poza tym gdy od razu gdy bohater przypływa widać ataki agresji …

    Ja się odniosę do punktu 7: mi się t o kompletnie nie istotne wydawało. To tylko pretekst do opowiedzenia o momencie w którym Palestyna się rozpada. Mniej istotne jest tu dlaczego się rozpada (ja jako osoba kompletnie nie zainteresowana polityką bardzo dobrze rozumiem tą sytuacje o której chce opowiedzieć).

    Cafe nie jest przede wszystkim pożarte przez światopogląd autora (pomijając płytkie i niepotrzebne rozważania religijne). Ja nachalnego dydaktyzmu tu nie odnalazłem a jestem uczulony…
    Mi się ten komiks podobał dużo bardziej od pierwszego tomu Berlina* w którym znajdziemy wyraźny podział dobrzy lewicowcy – źli faszyści… Wydaje mi się że Zappico przede wszystkim zależało na nieosądzaniu nikogo. wg mnie i wyszedł obronną ręką.

    „Na szczęście rysunki Alfonso Zapico ratują ten komiks. Już wskazywano, przywodzą one na myśl rysunki Joanna Sfara. ”

    Ostatnio nadrobiłem Wyspę Burbonów i muszę stwierdzić że teraz zestawił bym go z rysunkami Lewisa Trondheima:>. Mam trochę notatek na ten temat więc jak coś dopiszę to może sklecę z tego recenzje i za jakiś czas wrzucę na bloga…

    *swoją drogą bardzo mi się twoja recenzja Berlina podoba mimo że się z nią nie do końca zgadzam. Podoba mi się między innymi dlatego że zwracasz uwagę na rzeczy których ja w tym komiksie kompletnie nie dostrzegłem.

    pzdr

  • outremer pisze:

    Krzysztof, możemy się spierać, czy jest to dobry komiks, czy nie, prawie się z Tobą zgadzam, że nie jest to ‚komiks historyczny’, a jeśli już to ‚komiks środka’ (w sensie: rozrywkowy); może za mocno poleciałem po bandzie, ale czytając „Cafe”, byłem rozdrażniony, za dużo oczekiwałem, tak myślę.

    – – –
    co do „Berlina” nie ja jestem autorem te recenzji, na KK publikuje kilka osób, w wypadku „Berlina” autorką jest Joanna Janowicz.

  • „co do „Berlina” nie ja jestem autorem te recenzji, na KK publikuje kilka osób, w wypadku „Berlina” autorką jest Joanna Janowicz.”

    Wiem że publikuje kila osób , nie przyglądałem się tej recenzji wtedy (czytałem ja dość dawno)Myślałem że ty. W każdym razie recenzja bardzo ciekawa.

    • outremer pisze:

      info o tym, kto jest autorem wyświetla się po prawej stronie okna, pod „Meta”

      też myślę, że recenzja Joanny jest bardzo ciekawa.
      mam nadzieję, że napisze dla KK recenzję z drugiego tomu
      ;-))

  • Experyment pisze:

    Jestem świeżo po lekturze „Dublińczyka”, który można nazwać „subiektywną biografią komiksową Jamesa Joyce’a”. Komiks niewątpliwie ciekawy i odkrywający w często zabawny sposób szczegóły i anegdoty z życia irlandzkiego geniusza. Niedługo będę recenzował.

    W każdym razie szukając w sieci materiałów o Alfonso Zapico, natrafiłem na recenzję „Cafe Budapeszt” autorstwa Maćka i polemiczną odpowiedź Krzysztofa. Zaciekawiliście mnie, więc chyba dzięki Wam rozważę w najbliższym czasie lekturę „Cafe”. :)

    Serdeczne pozdrowienia,

    Rafał Niemczyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Café Budapeszt at Kopiec Kreta.

meta